Chcecie to wierzcie

Życzenia Aforyzmy Kontakty Horoskopy Imiona Święta Kartki Deformator Biorytmy
Prezenty Dowcipy Sennik Rozrywka Forum Mapa Polski Teksty Piosenek Kuchnia Śmieszne

Sposoby na stres Psychozabawy Magia Numerologia Wróżby Pasjanse Biorytmika
Biorytmika na cenzurowanym Co warto wiedzieć o biorytmach Wyże i niże O naturze dni kryzysowych Charakterystyka biorytmów Oblicz swoje biorytmy
  Powinowactwo biorytmiczne Biogram Tabele liczb pomocniczych Chcecie to wierzcie  
Przeszukaj Listonosza

Google Web listonosz.net
 



Chcecie to wierzcie


Nie byłbym człowiekiem przewidującym, gdybym nie zakładał, że wśród Czytelników znajdzie się wielu takich, którzy moje poglądy przyjmą z pewną dozą sceptycyzmu. Nie mam im tego za złe. Nikogo też siłą ani podstępem nie będę nawracał na „biorytmiczną wiarę", choć jestem przekonany, że biorytmika nie tylko doskonale wypełnia liczne naukowe luki (tłumacząc to, czego w inny sposób jak dotąd nie udało się wytłumaczyć), lecz także i przede wszystkim skłania do autorefleksji i autoanalizy, a to jest przecież w ostatecznym rachunku najważniejsze. Ja osobiście, jak każdy prawdziwy wyznawca kontrowersyjnej teorii, wierzę w nią niezachwianie. Inaczej pisanie na ten temat byłoby nieuczciwością. Po tym „wyznaniu wiary" chcę przytoczyć przykłady wzięte z różnych dziedzin życia, które dla mnie stanowią dowód, że nie powinno się lekceważyć wskazań biodiagramów i że stosując je w życiu, można by z jednej strony uniknąć wielu niepowodzeń, z drugiej zaś — osiągnąć wiele dobrego. Zacznę od sprawy, która dotyczy niemal wszystkich: od skuteczności uczenia się. Iluż to dorosłych ludzi nie chce się dalej uczyć tylko ze strachu przed uczeniem się! Wymówki są różne. Najczęściej jednak zwala się odpowiedzialność na sklerozę, słabą pamięć i brak talentu. Skąd się to bierze? Pomijając nieliczne przypadki patologiczne go lenistwa — po prostu z pewnych urojeń. Ludzie, na podstawie przeżytych raz czy drugi niepowodzeń, twierdze np„, że nie są już w stanie niczego zapamiętać. Nie wiedzą, że każdą kolejną powtórką tego rodzaju negatywnej autosugestii blokują siłę swej pamięci, która w rzeczywistości jest nada! sprawna i chłonna. Jest przecież faktem naukowo dowiedzionym, ze, po pierwsze, dorośli uczą się szybciej niż dzieci, a po drugie — wrodzone zdolności nie mają tu zasadniczego znaczenia, gdyż o sukcesie zaledwie w 5 procentach decyduje talent, natomiast w 93 procentach praca. Uważam, że za znakomitą większość niepowodzeń w nauce można obwinie dni kryzysowe. Bo jeśli ktoś, nie zdając sobie z tego sprawy, próbował „wkuć" materiał egzaminacyjny w kryzysowym okresu biorytmu intelektualnego, nie dziwię się, że nie zapamiętał tyle ile by mógł, gdyby znajdował się w wyżu tego biorytmu.
Nawet największe sławy naukowe, poddane testowi inteligencji w biorytmicznych dniach kryzysowych, uzyski wały zupełnie przeciętne rezultaty. Nie jest więc prawdq panujące przez wiele lat przekonanie, że to co raz zmierzą testy inteligencji stanowi czynnik niezmienny, dany człowiekowi na zawsze. Ta zmiana poglądu sprawiła, że np. w Stanach Zjednoczonych opracowano bardzo specjalistyczne systemy kontroli pilotów bezpośrednio przed startem. Ale to na marginesie. Wracając do problemów ludzi zniechęconych niepowodzeniami w nauce, proponuję: spróbujcie, tym razem z biodiagramem w ręku, skorzystać z biorytmicznych wyżów. Tych natomiast, którzy popadając w skrajność będą próbowali się usprawiedliwiać, mówiąc „nie powiodło mi się to albo tamto, bo miałem akurat zły biorytm" — przestrzegam: nie tędy droga, drodzy Czytelnicy! Żaden dzień kryzysowy nie jest zły w sensie losowym, jest to tylko dzień wymagający większej mobilizacji i ostrożności. Co przecież wcale nie znaczy, że trzeba wtedy siedzieć z założonymi rękami, czekając na dzień pomyślny. Aż tak nas życie nie pieści. Proponując planowanie trudnych zadań na dni biortymicznie pomyślne, mówię tyiko o takich sprawach, których termin od nas samych zależy. A tym, Którzy twierdzą, że nie mają czasu na takie planowanie — dedykuję wiersz Tadeusza Kotarbińskiego:
Dla licznych, na brak czasu skarżących się osób Mam z doświadczenia wzięty niezawodny sposób: Do swych zadań racz nowe dołączyć zadanie A zobaczysz, że czasu na wszystko ci stanie”


COŚ Z ŻYCIA


Pewien znany mi osobiście nauczyciel szkoły średniej w Cieszynie przeprowadził interesujący eksperyment. Ogromnym nakładem pracy sporządził biodiagramy wszystkich swoich kilkudziesięciu wychowanków oraz tablicę lustrującą ich wzajemne biopowinowactwo, jak również własne biopowinowactwo z każdym uczniem z osobna.  Próbując następnie stosować w praktyce zasady biorytmiki, nauczyciel ten rezygnował z odpytywania uczniów w dniach, gdy w jego biodiagramie widniało zero, krzyżyk lub trzy minusy. Zdawał sobie bowiem sprawę, że jest wtedy mniej obiektywny. Rozumiejąc też, że uczeń w dniu krytycznym Sub w okresie potrójnego niżu biorytmicznego jest ofiarą przejściowej niedomogi biologicznej, nie „wyrywał" takiego ucznia do odpowiedzi. Egzaminował go później, w optymalnym dla młodego człowieka okresie —-z maksymalnym obiektywizmem. Wychodził przy tym z bardzo słusznego założenia, że uczeń, który w niekorzystnym układzie biorytmów oberwie dwóję, może się na długo zniechęcić do jakiegoś przedmiotu albo nawet w ogóle do nauki. „Odczucie niepowodzenia bowiem — jak twierdzi uczony szwajcarski S. Roth — może być nieproporcjonalne w stosunku do rzeczywistych trudności, zwłaszcza u jednostek inteligentnych. Zahamowanie aktywności intelektualnej, utrata zainteresowania jest często mechanizmem obronnym, który pozwala jednostce uciec przed przeżyciem zbyt przykrym". Mój znajomy działał z początku bez wiedzy swoich wychowanków. Później, kiedy eksperyment przyniósł już konkretne wyniki, wtajemniczył we wszystko uczniów, nauczył ich obliczać biorytmy i wykreślać biodiagramy. Pozwoliło to na dalsze obserwacje i wnioski. W klasie liczącej kilkudziesięciu uczniów zawsze się zdarzy, że klasówka przypadnie na dzień kryzysowy któregoś z nich. Otóż po wprowadzeniu „biorytmicznego ostrzegania" uczniowie-,, kryzysowcy" na ogół otrzymywali z klasówek dobre stopnie. Z rozmów wynikało, że przed przypadającą na dzień kryzysowy klasówką starali się postępować zgodnie z zaleceniami biorytmiki: więcej czasu poświęcali na przygotowanie i powtarzanie materiału, wcześniej kładli się spać, a do pisania zadania przystępowali w nastroju szczególnej koncentracji. Używając obrazowego porównania; rozsądnie rozpędzali swe wewnętrzne koło zamachowe, które dzięki temu ,,posłusznie" oddawało nagromadzono energię w zaplanowanym dniu. Niejako na marginesie głównego eksperymentu potwierdziła się inna jeszcze prawidłowość. Jedna z klas,, w której ponad połowa uczniów była wzajemnie biospo winowacona w przeszło 70 procentach, szybciej od innych pojmowała i opanowywała nowy materiał lekcyjny; towarzyszyła temu bardzo dobra koleżeńska atmosfera. Cieszyńskie doświadczenie daje do myślenia, puśćmy więc na chwilę wodze fantazji: a gdyby tak tworzyć kiasy na zasadzie wysokiego biopowinowactwa uczniów? Gdyby nauczycie! byt z nimi biospowinowacony? A gdyby je szcze praktykowane już u nas (na podstawie zarządzenie? ministra oświaty) „dni bez zadań" były przez nauczycieli traktowane indywidualnie, w stosunku do każdego ucznia7 Powstałaby sytuacja idealna z punktu widzenia biorytmiki, a rezultaty, jak sądzę, nie dałyby na siebie długo czekać. Odkrywca biorytmu intelektualnego, F. Teltscher ostatecznie udowodnił samo jego istnienie oraz 33-dniową długość jego fali w sposób następujący; zadał sobie trud zbadania okoliczności egzaminów oblanych przez studentów szwajcarskich uniwersytetów w ciągu kilku kolejnych lat. Badania te objęły tysiące osób. Okazało się, że wszyscy, którzy przepadli przy egzaminach, przepadli w dniach, które później uznane zostały za dni kryzysowe biorytmu !. Wnioski nasuwają się same.


BIORYTMY I ZDROWIE


Medycyna dostarcza najbardziej przemawiających do , wyobraźni przykładów, które świadczą na rzecz biorytmiki. Wielu światowej sławy chirurgów już się przekonało, że należy bezwzględnie unikać operacji w dniach zerowych i krytycznych pacjenta, z powodu grożących wtedy komplikacji: powstawania zakrzepów, zakażeń, wyjątkowo silnych krwotoków, a nawet zgonów. Praktyka dowiodła również, że pacjenci operowani w wyżowej fazie biorytmów fizycznego i psychicznego znacznie szybciej i bez komplikacji powracają do zdrowia. Najkorzystniejszy dla zabiegu stan biorytmów pacjenta wygląda następująco: + F i + P. Mniej korzystny: + F i — P lub - F i + P. Niekorzystny, ale jeszcze dopuszczalny: — F i — P. Bezwzględnie niedopuszczalny: o lub x F oraz o lub x 1 łącznie z -F i -P. Ciekawego — z biorytmicznego punktu widzenia — materiału do przemyśleń dostarcza analiza zamachu na Ro-nalda Reagana (ur. 5 II 1911) oraz przebiegu jego leczenia. 30 marca 1981 (dzień zamachu) stan biorytmów prezydenta USA był następujący: -/oF 22, oP 1, + 113. Proszę zwrócić uwagę na zbieg dwóch kryzysowych dni zerowych. Ronald Reagan po wyjściu z lokalu, w którym wygłosił przemówienie, zlekceważył przepisy bezpieczeństwa i zalecenia straży przybocznej. Zamiast natychmiast wsiąść do kuloodpornego samochodu jął pozdrawiać tłum gestem podniesionej ręki. Stał się przez to doskonałym celem dla zamachowca. Rannego prezydenta przewieziono do kliniki im. J. Waszyngtona, gdzie usunięto mu kulę z lewego płuca.  W następnych dniach chory znajdował się w wyżech wszystkich trzech biorytmów, toteż nadspodziewanie szybko powracał do zdrowia. Ale oto w nocy z 3 na 4 kwietnia gorączka się podniosła. Stwierdzono skrzep, który niezwłocznie usunięto. Lekarze orzekli, że była to normalna reakcja organizmu; 3 kwietnia 1981 chory znalazł się bowiem w krytycznym dniu biorytmu intelektualnego (+ F 3, + P5, xM7). Potem temperatura wróciła do normy i dalsze leczenie przebiegało znakomicie. Lekarze ogłosili, że chory opuści szpital po 12 kwietnia. Obwarowali to jednym tylko zastrzeżeniem: do 19 kwietnia prezydent nie będzie mógł pracować więcej niż dwie godziny dziennie. Tymczasem Ronald Reagan wrócił do Białego Domu juz 11 kwietnia i nie był to bynajmniej przypadek. Lekarze, którzy posługiwali się biodiagramem, wykorzystali po prostu ostatni dzień wyżów F i P, kiedy organizm pacjenta mógł jeszcze dobrze znieść stresy, jakie temu powrotowi z pewnością towarzyszyły. Natomiast 12 kwietnia musiał być dla rekonwalescenta dniem absolutnego spokoju. Prasa (jeśli Czytelnik ma ochotę, może to sprawdzić w archiwum) nie zamieściła w tym dniu żadnego rewelacyjnego komunikatu, nie było też żadnego wywiadu. Był to dla Ronalda Reagana moment przełomowy; zbiegły się dni krytyczne cyklu fizycznego i psychicznego, którym na dodatek towarzyszyła głębia niżu intelektualnego. Jakie w tym wszystkim znaczenie miała data 19 kwietnia? Był to ostatni dzień potrójnego niżu, który zaczął się dla Ronalda Reagana 13 kwietnia. Te siedem dni przeznaczono więc na spokojną regenerację sił. Natomiast 20 kwietnia był znowu pierwszym dniem wyżu intelektualnego, dlatego prezydent mógł już powrócić do normalnego urzędowania. Wygląda na to, że skrupulatnie przestrzegano wskazań biodiagramu podczas leczenia prezydenta USA.


BIODIAGRAM BAROMETREM CHOROBY


Każdy proces chorobowy przebiega według pewnych prawideł biorytmiki. Na początku dnia kryzysowego (pamiętamy, nie pokrywa się on na ogół z dniem kalendarzowym) gorączka wzrasta, pod koniec takiego dnia — zawsze spada. Jeśli natomiast w dniu kryzysowym pacjent ma normalną temperaturę — nieomylny to znak, że wraca do zdrowia i bez obawy może wstać z łóżka. Chcę tu raz jeszcze przypomnieć Czytelnikowi, że w czasie dłuższej choroby trzeba brać pod uwagę zarówno biorytm fizyczny jak i psychiczny pacjenta, bowiem ich wpływ na zdrowie jest identyczny. Nowoczesna psychosomatyka nieustannie podnosi też znaczenie biorytmu intelektualnego w leczeniu chorób, jak w cytowanym przykładzie Ronalda Reagana. Zaobserwowano, że u chorych często następuje pogorszenie lub nawet nawrót choroby w dniach kryzysowych biorytmu intelektualnego.
Do jakiego stopnia wszystkie te prawidłowości potwierdza życie, nietrudno sprawdzić na przykładzie pierwszej lepszej epidemii grypy. Okaże się, że o infekcję najłatwiej właśnie w dniach kryzysowych biortymu F i P. Biodiagram może tu pełnić funkcję ostrzegawczego czerwonego światła: „uwaga, należy się ubrać zgodnie z temperaturą, a nie kalendarzem i w miarę możności unikać większych zbiorowisk ludzkich, w których aż się roi od wirusów grypy". No, a jeśli mimo to zło się stało i delikwent już leży w łóżku z paskudnym łupaniem w kościach, niech spróbuje biodiagram potraktować jak barometr choroby. Zaobserwuje wtedy, jak wszystkie zasadnicze momenty tej choroby — jej początek, pojawienie się gorączki, moment krytyczny, opadanie temperatury, zwrot ku lepszemu i wyzdrowienie — zbiegają się z dniami kryzysowymi, z niżami i wyżami biorytmów F i P.
Być może uda mi się dożyć czasów, gdy w każdym szpitalu (tak jak to się próbuje robić już dziś w Szpitalu Śląs kim w Cieszynie) na „Karcie ogólnej gorączkowej" pacjenta poza wykresem temperatury znajdzie się jego biodiagram. To na początek. A potem —- uda się może coś więcej. Na przykład pacjenci, których łączy bliskie biopowinowactwo, szczególnie psychiczne, znajdą się w tej samej sali; jestem pewien, że panujący w takich biospo-winowaconych salach nastrój sprzyjałby szybszemu zdrowieniu. Marzy mi się jeszcze i to, żeby np. przy transfuzjach krwi brano pod uwagę biopowinowactwo F i P między dawcą i biorcą. Im większe to biopowinowactwo, tym lepiej. To są jednak obrazy z przyszłości, tymczasem...
Tymczasem mam nadzieję, że nikt rozsądny nie zastąpi wizyty u lekarza samym tylko biodiagramem. Piszę to, bo wiem jacy jesteśmy, my Polacy. Każdy z nas zna się przecież na medycynie! Biodiagram to nie remedium i nie można go stosować zamiast leczenia i lekarstwa. Owszem, może on w pewnym sensie dopomóc lekom. Bo lekarstwa — i co do tego lekarze na ogół są zgodni — działają najskuteczniej gdy podaje się je niejednostajnie, z przerwami. Biorytmika idzie tu o krok dalej, utrzymując, że lekarstwa służące odbudowie organizmu i wszelkie środki wzmacniające najlepiej przyjmować w minusowych fazach rytmów F i P. Działają wtedy zaskakująco dobrze, czego dowiodły liczne próby testowe. Odnosi się to tak do leków pochodzenia chemicznego jak i preparatów ziołowych.

CO TO JEST PALMING?


Stanowczo odradzam leczenie na własną rękę — nawet z pomocą biodiagramu! — natomiast gorąco zachęcam wszystkich, którzy słabiej widzą, do stosowania palmingu. A cóż to takiego ten palming?. Nazwa pochodzi od angielskiego słowa „palm" — „dłoń", która w owej metodzie jest podstawowym instru-mentem leczniczym. Opis metody przytaczam za Harry Benjaminem, autorem książki „Better Sight Without Giasses": Usiąść wygodnie, jak najwygodniej. Odprężyć się do tego stopnia, żeby rozluźnienie całego ciała stało się przyjemnością. Zamknąć oczy i nakryć je dłońmi tak, by lewa znalazła się na lewym, a prawa na prawym oku, przy czym paice obu rąk częściowo się krzyzujq. Obie dłonie mają być ułożone (kciuki odwiedzione) w geście „prośby o datek". Nozdrza są odkryte. Nie wolno naciskać ani nawet dotykać oczu dłońmi. Pozwolić łokciom opaść na złączone kolana. Wbrew pozorom pozycja taka jest bardzo wygodna i po pewnym czasie przybiera się ją
automatycznie. Proszę zapamiętać to, co w palmingu najważniejsze; oczy cały czas zamknięte, mięśnie oczu maksymalnie rozluźnione, dłonie cały czas na oczach. Im głębsza jest czerń widziana w czasie palmingu — tym większe rozluźnienie mięśni oczu i tym samym ich odprężenie. Równie głęboko powinien odpoczywać umysł. W czasie palmingu nie należy więc roztrząsać zawiłych problemów, myśleć o przykrych sprawach, ani zastanawiać się nad stanem własnych oczu. Trzeba intensywnie wpatrywać się w czerń, która powinna stawać się z każ da chwilą głębsza t głębsza... Jeśli komuś bardziej to odpowiada, może pozwolić myślom błądzić po sprawach przyjemnych, ale nie zanadto podniecających. Całe ćwiczenie powinno trwać 10 minut. Przekonałem się no własnym przykładzie, że palming przynosi nie tylko natychmiastowa ulgę zmęczonym oczom, szczegóinie w czasie niżu F i P, się że stosowany przez czas dłuższy naprawdę poprawia wzrok. istnieją i inne niekonwencjonalne metody terapeutyczne, które często przynoszą świetne rezultaty i to w przypadkach nie poddających się rutynowemu leczeniu. Należą do nich" biostymulacia. biomagnetyzm i terapia psychotroniczna.


BIOSTYMULACJA


Jes4 to metoda wypracowana przez Marię Szuic na podstawie jej wieloletnich doświadczeń. Biostymulacja często leczy alkoholizm, narkomanię i nerwice u tych pacjentów, którzy bezskutecznie próbowali się od nich uwolnić metodami tradycyjnymi. Na czym, w ogólnych zarysach, polega biostymulacja? Podawane pacjentowi w czasie zabiegu informacje (np. tej treści, że odczuwa nieprzeparty wstręt do alkoholu) kodują się w jego podświadomości, przy czynnym jednak udziale świadomości. Świadomość ta kontroluje czy wnikające w podświadomość informacje są zgodne z omówionym wcześniej przez lekarza i pacjenta zamiarem. Zabiegi biostymulacyjne prowadzone są w półśnie i stanu tego nie wolno naruszyć ani na korzyść snu, ani czuwania. Nasuwa się tu analogia ze stanem nieważkości w przestrzeni kosmicznej.
Wydaje się, że te właśnie zabiegi biostymulacyjną dają najlepszy skutek w niżowych fazach biorytmów F i I przy równoczesnym wyżu P.


BIOMAGNETYZM


Wielu polskich lekarzy, bez specjalnego rozgłosu, stosuje biomasaże magnetyczne z nadzwyczajnymi podobno wynikami, Musi być jednak spełniony pewien podstawowy warunek, o którym tak pisze Czesław Kiimuszko: „Trzeba najpierw uświadomić pacjenta, że mu się przekazuje biogenne prądy lecznicze. Pacjent musi ufnie się nastawić psychicznie i fizycznie na przyjęcie tychże biogennych prądów. Musi się skupić, odprężyć nerwy, rozluźnić mięśnie i czekać spokojnie na przypływ energii magnetycznej". Energię tę przekazuje pacjentowi biomasażysta za pośrednictwem rąk. Każdy zabieg bez względu na rodzaj -chorzenia zaczyna się od głowy. Biomasażysta — kontynuuje Klimuszko — stojący przed usadowionym na krześle pacjentem, kładzie mu pośrodku czoła kciuki i paice wskazujące obu rak jednocześnie (obwód prądu musi być zamknięty). Następnie powolnymi ruchami gładzi głowę pacjenta od środka czoła ku uszom. Ta część zabiegu trwa 10 minut, Potem biomasażysta staje za plecami chorego i obu rękami (palce lekko zgięte ku dołowi) głaszcze głowę w kierunku od czoła do podstawy czaszki. Od czasu do czasu jego ręce nieruchomieją na głowie pacjenta na 30 sekund. I ten masaż trwa w sumie 10 minut. Teraz zarzyna się pięciominutowa magnetyzacja karku. Magnetyzer wodzi po nim palcami odśrodkowo wzdłuż linii międzykręgowych, Kolej na kręgosłup. Pacjent kładzie się na brzuchu, a biomagnetyzer wszystkimi palcami obu rąk równocześnie wodzi wzdłuż kręgosłupa — od szyi do kości ogonowej, a następnie — od kręgosłupa na boki po miejscach międzyżebrowych. Trwa to 20 minut,
Nogi masuje się od stóp do góry, najpierw lewą, potem prawą, najpierw z tyłu, później z przodu. Teraz następuje masaż serca. Pacjent leży na wznak, a masażysta kładzie mu dwa palce — kciuk i wskazujący — ręki prawe  po lewej stronie klatki piersiowej, poniżej sutko. Dwa palce ręki lewej dotykają klatki piersiowej pacjenta, między obojczykiem i ramieniem, powyżej sutka. Obie ręce równocześnie prowadzi się liniami kolistymi do jednego punktu leżącego na mostku. Brzuch magnetyzuje się okrągłymi ruchami przy użyciu wszystkich palców obu rąk, w kierunku ruchu wskazówek zegara. ,,W czasie zabiegów — pisze Klimuszko — pacjent odczuwa mrowienie w palcach rąk o czasami także nóg. Inni przeżywają jakiś dziwny błogostan, albo senność lub przyjemne zmęczenie jak po kąpieli. Niejeden znów odczuwa ból lekki w zaatakowanym chorobą organie. Chorzy natomiast, którzy czas dłuższy byli leczeni środkami uspokajającymi, reagują słabo na odbiór biornagnetyzmów. W tych wypadkach trzeba najpierw oczyścić organizm z pozostałości tych leków piciem odpowiednich ziół i dopiero potem można stosować zabiegi biomagnetyczne". W czasie kuracji nie wolno pić alkoholu (pacjent może to nawet przepłacić życiem) i kawy ani palić papierosów. Ma zabieg trzeba w miarę możności przychodzić na czczo. Bóle ustępują najczęściej już po trzech zabiegach, a sarna choroba po 10 lub — w cięższych przypadkach •— 14 dniach biomagnetyzacji. Choroba najczęściej ustępuje nagle. Biomasaże magnetyczne likwidują wszelkie nerwice, zapalenie korzonków nerwowych, zapalenie zakrzepowe żył, nerwobóle, migreny, niedomogi serca, zakłócenia w krążeniu krwi, zapalenie węzłów chłonnych, a czasami nawet powstrzymują proces stwardnienia rozsianego w pierwszym jego stadium. Tyle Czesław Klimuszko. Nieco inną metodę opracowali A. de Belizal i P. A. Morel. Utrzymują oni, że aby osiągnąć zdumiewające wyniki wystarczy właściwie umiejętność silnej koncentracji. Sposób postępowania leczniczego wydaje się również dość prosty, leczony organ należy lekko muskać końcami palców obu rąk. Jedna ręka muska miejsce ponad chorym organem, druga miejsce pod nim, tworząc tym samym zamknięty obwód.
Teoretyczno-filozoficzną podstawę tej metody stanowi założenie, że ciało magnetyzera przejmuje promieniowanie energii Kosmosu, które z kolei jego ręka-nadajnik przekazuje choremu organowi pacjenta. Energię tę, po przejściu przez ciało chorego, przejmuje druga ręka magnetyzera zamykająca obwód. 1 tu uwaga, rolę wzmacniacza pełni magnetyzer, który rozpoczynając zabieg koncentruje myśli na tym, by przepływającą przezeń energię skierować we właściwe miejsce. Sposób ten tak dalece odbiega od tzw. normalnych metod leczniczych, że wywołuje w świecie medycznym zaciekłe spory, a nieraz nawet oskarżenia o szarlatanerię. Jednak ci, którzy go stosują, powołują się na konkretne przykłady: zabliźnianie się otwartych żyiaków w ciągu 15—20 dni, znikanie kamieni żółciowych, ustępowanie dolegliwości reumatycznych i depresji nerwowych. Wszystko to już po kilku seansach, trwających 10—15 minut. Besizal i Morel wychodzą z założenia, że ludzki organizm posiada dwa uakumulatory", których sprawne działanie decyduje o zdrowiu jednostki. Wyładowanie się owych akumulatorów wywołuje w konsekwencji osłabienie organizmu. Czy można je na nowo ładować? Cytowani autorzy twierdza, że tak. Wyznaczyli oni na ciele ludzkim dwa obwody, górny i dolny, posiadające wspólny środek, którym jest splot słoneczny. Wierzchołkiem obwodu górnego jest tylna podstawa lewego ucha, wierzchołkiem obwodu dolnego — kość ogonowa. „Ładowani* akumulatorów" odbywa się znów metodą lekkiego dotykania obu obwodów po kolei, palcami obu rąk. Zabieg rozpoczyna się zawsze od obwodu górnego, który poddaje się owemu lekkiemu dotykowi przez 3—4 minuty; potem codziennie przedłuża się zabieg o pół minuty, dochodząc jednak ostatecznie tylko do granicy 5—6 minut. Obwód dolny natomiast może odbierać promieniowanie bio magnetyczne jednorazowo przez 10—15 minut. Całą kurację prowadzi się przez 15—20 dni. Autorzy zwracają jeszcze uwagę na pewien istotny szczegół. Chory poddawany kuracji biomagnetycznej nie może przebywać w pomieszczeniach, w których występuje negatywne promieniowanie podziemnych cieków wodnych i siatki geologicznej. Postulują nawet zmianę mieszkania jeśli nie da się w nim wytłumić tych szkodliwych wpływów. Zdaniem zwolenników teorii biomagnetycznej każdy człowiek posiada atawistyczne właściwości biomagnetyczne, a ludzie specjalnie uzdolnieni potrafią je przekształcić w biomagnetyzm kierowany. Dla tych właśnie ludzi, którzy zajmują się biomagnetyzmem (a są wśród nich także profesjonalni lekarze) nie jest obojętny stan biorytmów własnych oraz biorytmów pacjenta. Najlepsze wyniki w kuracjach biomagnetycznych osiągane są wtedy, gdy biomagnetyzer znajduje się w wyżach F i P, natomiast pacjent odwrotnie — w niżu tych dwóch biorytmów.


TERAPIA PSYCHOTRONICZNA


Evelin M. Monahan, autoika książki zawierającej założenia teoretyczne i praktyczny opis stosowania tej metody, formułuje podstawowy warunek powodzenia kuracji psychotronicznej: nie wolno nigdy i pod żadnym pretekstem dopuścić do zagnieżdżenia się w umyśle uczuć i myśli negatywnych. Myślenie takie jest bowiem chorobom sama w sobie, przynosi cierpienie, ból, dolegliwości ciała i umysłu, a nawet śmierć. Myślenie negatywne to nie tylko zwątpienie, pesymizm i rozpacz, lecz także nieżyczliwe uczucia — nienawiść, pogarda, zawiść, radość z cudzego cierpienia... Nie wolno ich zatrzymywać w umyśle, trzeba je natychmiast wypierać — pozytywnymi myślami i uczuciami. Nasi rodzimi autorzy — prof. dr Julian Aleksandrowicz, prof. dr Stanisław Cwynar i doc. dr hab. Andrzej Szyszko--Bohusz — wydali broszurę i płytę pt, „Relaks"r które uczą metody odprężania się. Odprężenie to jest wstępnym warunkiem powodzenia kuracji psychotronicznej. Autorzy piszą: „Żeby wygasić niektóre niekorzystne nawyki lub reakcje niewłaściwe, trzeba wyrobić w sobie zdolność do sterowania sobą i umieć wpływać nawet na reakcje wegetatywne, te właśnie, które nie są w ogólnym przekonaniu zależne od naszej woli. Generalnym warunkiem dojścia do zdolności do sterowania sobą jest nauczenie się relaksu oraz treningu autogennego. Właśnie zupełne odprężenie i całkowite uspokojenie się pozwala na jasny i obiektywny wgląd w samego siebie i na przekształcenie — jeśli trzeba — samego siebie w indywidualność doskonalszą bardziej lojalną w stosunku do innych, szlachetniejszą, a więc uwalniającą się od poczucia winy, a z kolei od wrażenia, że inni są wrogo nastawieni. Taki stan likwiduje niepokój, lęk i sprawia uczucie spokoju i (...) satysfakcji z życia i twórczego działano". Pomieszczenie, w którym się ćwiczy powinno być odizolowane od rozpraszających uwagę bodźców, dobrze przewietrzone i oświetlone łagodnym światłem, wolne od negatywnego promieniowania podziemnych cieków wodnych. Łóżko lub fotel bez metalowych elementów. świadomość ćwiczącego powinna się koncentrować wyłącznie wokół treści sugestii słownej płynącej z płyty lub głośnika magnetofonu. Można częściowo wykorzystać tekst i sposób jego interpretacji utrwalone na płycie „Relaks". Tym, którzy chcieliby na własny użytek sporządzić sobie nagranie, proponuję tekst umieszczony na końcu niniejszej książki. I jeszcze jedno: trzeba rozpoczynać tę terapię w jednoczesnym wyżu biorytmów P i I, nigdy natomiast w dniach biorytmicznie kryzysowych. Znajdą się pewnie Czytelnicy, którzy terapię psychotroniczną nazwą babskim zabobonem albo mistyfikacją. Tym przypominam starą i mądrą zasadę: żeby coś zdyskredytować i odrzucić, trzeba tego najpierw spróbować. Maria Szulc, twórczyni wzmiankowanej już biostymulacji, pisze: „Ta drobna część energii psychicznej, którą posługujemy się świadomie, tak się ma do ogromnych zasobów energii tkwiącej naszej podświadomości jak malutki cypel góry lodowej, który jest widoczny nad wodą, do tej części pogrążonej w morzu. Jak olbrzymia jest część góry lodowej pogrążona w wodzie, tak ogromna część energii psychicznej ukryta jest w naszej podświadomości. Trzeba ją tylko uruchomić".


BIORYTMICZNE FATUM?


Każde istnienie kończy się śmiercią. To fakt, przed którym nie ma ucieczki. Można czytać filozofów, można pocieszać się myślą pięknie sformułowaną przez prof. Jana Szczepańskiego, że śmierć ,,jest ostatecznym uwolnieniem w świecie zewnętrznym i jeśli ktoś aspiruje do wolności w świecie rzeczy i ludzi, to może ją znaleźć tylko w śmierci, stawiającej poza zasięgiem wszelkiej tyranii, poza wszelkimi zależnościami"... To prawda, ale nie przemawia ona tak silnie, jak tkwiący w nas instynkt życia.
Przykładów takich jest oczywiście znacznie więcej, nie ma jednak potrzeby ich mnożyć. Wszystko to są przykłady tzw. śmierci naturalnej. Ale niekorzystny układ biorytmów daje znać o sobie również w przypadkach katastrof — samochodowych, lotniczych, kolejowych — które zwykle zbierają obfite żniwo śmierci. Katastrofa dwóch autobusów, która wydarzyła się 15 XI 1978, w Wilczym Jarze k/Żywca, pochłonęła 30 ofiar śmiertelnych łącznie z kierowcami obu pojazdów. Przebieg wypadku znam z relacji kierownictwa PKS w Żywcu. Około godziny czwartej nad ranem autobus prowadzony przez Józefa Adamka wpadł w poślizg na oblodzonej jezdni mostu w Wilczym Jarze i po chwili runął w przepaść. Krótko potem na most wjechał następny autobus, którym też zarzuciło, ale kierowca, Władysław Kimla opanował pojazd, zatrzymał się za mostem i rozpoczął akcję ratunkową. Po pewnym czasie nadjechał autobus prowadzony przez Bolesława Zonia. Kierowca zlekceważył rozpaczliwe sygnały „stop" dawane przez stojących na drodze ludzi i wjechał na most. Tragedia się powtórzyła. Drugi autobus runął do jeziora dokładnie w tym samym miejscu, co pierwszy. Próba krwi obu niefortunnych kierowców nie wykazała alkoholu.
Dokonałem analizy stanu biorytmów wszystkich trzech kierowców i pragnę teraz przedstawić Czytelnikowi własne wnioski.
Józef Adamek (ur. 3 1X1943) był w dniu zerowym biorytmu fizycznego, co jak wiadomo, pobudza do ryzyka. Jego rytm intelektualny był w niżu ( — I 21). Jednak Adamek był w zwodniczo — jak relacjonowali jego koledzy — dobrym nastroju psychicznym (-f-P 6). Poniósł śmierć. Władysław Kimla (ur. 3 IX 1944) miał wyż obu podstawowych biorytmów: +F 3, +P 4. Zachowując zimną krew zapanował nad sytuacją mimo intelektualnego niżu (-I 18). Bolesław Zoń (ur. 17 VII 1930) znajdował się w dniu krytycznym biorytmu fizycznego (xF 12), czyli w momencie najniższej wewnętrznej sprawności swego organizmu i równocześnie w fazie niżowej rytmu intelektualnego ( — I 31). Psychicznie był jeszcze w wyżu ( + P 13), którzy — jak wiadomo — wywołuje u człowieka dobry nastrój. Tylko że towarzysząc niekorzystnemu układowi pozostałych biorytmów taki dobry nastrój bywa niestety zwodniczy; bierze czasami górę nad rozwagą. I tak Bolesław Zoń pewnie wcale o tym nie myśląc, wjechał we własną śmierć. Godzi się wziąć pod uwagę fakt, że wszyscy trzej kierowcy mieli dokładnie te same warunki drogowe i atmosferyczne. Dwaj spośród nich urodzili się nawet w tym samym znaku zodiaku i w tym samym dniu miesiąca. Ale z życiem uszedł tylko ten który miał w miarę pozytywny obraz biorytmów. No cóż, niewielu ludzi wierzy w „jakieś tam biorytmy". Ponieważ wiem, że w warszawskim MZK od roku 1976 wszystkich kierowców autobusowych objęto eksperymentalnie nadzorem biorytmicznym, więc ilekroć bywałem w Warszawie, zawsze indagowałem na ten temat zainteresowanych. Choć wszyscy przyznawali, że na początku roku otrzymują biodiagramy, tylko nieliczni mówili, że od czasu do czasu do nich zaglądają. Ogromna większość tak oto kwitowała moje pytania: „Panie, to jeszcze jeden pic, bo i tak nie dostaniesz pan dnia wolnego od jazdy, kiedy w karcie wypadnie krzyżyk. Każdy to od razu gdzieś wtyka i koniec." Ciekawe, że kiedy tych samych kierowców pytałem następnie czy wiedzą, że biodiagram można wykorzystać jako wskazówkę kiedy się uczyć, a kiedy pójść do dentysty albo na randkę z dziewczyną — zainteresowanie gwałtownie rosło. Myślę więc sobie, że takie podejście do sprawy jak w warszawskim MZK to rzeczywiście strata czasu i pieniędzy. Mnie chodziłoby o to, żeby w głowie każdego kierowcy zapalało się czerwone światło na widok takiego na przykład układu biorytmów: — F, -f-p, xl,, co się tłumaczy: memu organizmowi brak nieodzownej sprężystości, więc szybko się męczę. Jestem wprawdzie w niezłym nastroju, ale dla mnie jako kierowcy ważny jest przede wszystkim rytm intelektualny, a tu akurat mam dzień krytyczny, czyli kiepski refleks. Wolałbym dziś w ogóle nie siadać za kierownicę. Nie opodal Cieszyna, gdzie się urodziłem, ale po czeskiej stronie, leży miejscowość Cierlicko. lulaj 11 września 1932 roku zginęli dwaj słynni polscy piloci F. Żwirko i S. Wigura. Do dziś panuje przekonanie, że przyczyny tej katastrofy były dwojakie — złe warunki atmosferyczne niedopracowana technicznie konstrukcja samolotu. Czyż jednak Żwirko i Wigura, lotnicy najwyższej mistrzowskiej klasy, nie wychodzili bez szwanku z takich samych i gorszych opałów? Zamiast dalszego komentarza podam stan biorytmów obu pilotów w owym feralnym dniu 11 września 1932 roku. Obaj byli w stanie biorytmicznej niedomogi. Żwirko (ur. 14 1X1895) w dniu krytycznym biorytmu psychicznego (rF 10, xP 15, +1 14), Wigura ur. 9 IV 1901) — w dniu zerowym cyklu fizycznego oraz w podwójnej głębi niżu psychicznego j intelektualnego (oF 1, — P 26, — I 27). Zupełnie inaczej wyglądały ich biodiagramy dwa tygodnie wcześniej kiedy to zdobyli I miejsce w międzynarodowym Chailenge'u samolotów sportowych. Wtedy ani razu nie zbiegły się kryzysowe okresy ich biorytmów. Czytelnik być może pamięta wiadomość prasową z 13 XII 1980 o szczęśliwie zakończonym incydencie polskiego samolotu pasażerskiego na lotnisku w Istambule. Gdy maszyna oderwała się od pasa startowego jeden z dwóch silników uległ awarii, drugi na szczęście działał, mimo pewnych uszkodzeń. Załoga i pasażerowie (76 osób) przeżyli chwile grozy. Kapitan Tadeusz Polak (ur. 6 XII 1935) zachowując zimną krew okrążył lotnisko i po 10 minutach wylądował bez szwanku. Biodiagram kapitana Polaka wyglądał tak: ~/oF 22 (wchodził w okres zerowy), -t P 8, T rl 10. Wyże biorytmów P i i zadecydowały — moim zdaniem — o refleksie i przytomności umysłu pilota.
Przyczyny pamiętnej katastrofy na Okęciu w marcu 1980 roku zbadała specjalna komisja. Z rozmów z pilotami, którym — jak mówili — udało się ,,wyrwać spod kosy" dowiedziałem się, ze tam w powietrzu, wyczuwają oni (dosłownie) stan techniczny samolotu lędźwiowo-pośladkową częścią ciała. Informują ich o tym drgania maszyny, W bardzo wczesnym, właściwie niedostrzegalnym jeszcze stadium awarii, doświadczony pilot wyczuwa już jakąś odmienność., ,,dziwność" owych drgań. Wskazania aparatów pokładowych mogą się ciągle jeszcze mieścić w granicach normy, a!e wytrenowane oko błyskawicznie i czujnie reagującego pilota dostrzega, że jednak niektóre wskazówki przesunęły się o grubość kreski. Jeśli w tej samej sekundzie pilot podejmie prawidłową decyzję i zacznie bezbłędnie działać — może jeszcze czasem zapobiec wypadkowi lub katastrofie, W chwili gdy aparaty już zupełnie wyraźnie ogłaszają alarm, bywa przeważnie za późno na jakiekolwiek działanie.
Bezbłędnie reagować i działać może tylko pilot sprawny, również i w biorytmicznym sensie tego pojęcia. Wszyscy piloci, z którymi rozmawiałem, utrzymywali zgodnie, że w dniach kiedy mają tzw. niewyraźne samopoczucie, ich ciała nie wyczuwają precyzyjnie tych drobnych różnic w drganiach samolotu. Sądzę, że piloci rozbitej na Okęciu maszyny nie potrafili uchwycić momentu, w którym jeden z silników zaczął nienormalnie wibrować i nie zdążyli go w porę wyłączyć. Czy poważnie traktowany nadzór biorytmiczny zapobiegłby tej katastrofie? Któż to może wiedzieć, cle... prawdopodobieństwo istnieje.
Niestety, w naszym lotnictwie prawie nic się w te] sprawie nie robi. Upewniła mnie o tym wspomniana już tragiczna śmierć Jerzego Majewicza, twórcy polskie] motolotni w maju 1982 r. Znów się okazało, że zginął on w krytycznym dniu biorytmu psychicznego; : F 6, xP 15, Ale „specjaliści badający przyczyny katastrofy przypuszczają, iż była ona wynikiem szczególnie niesprzyjających zawirowań powietrza" — podała Polska Agencja Prasowa. A więc zdaniem specjalistów — pogoda. Czy jednak tylko pogoda?


BIORYTMY I SPORT


Pisałem juz o niepowtarzalnym, ,,wystrzałowym" skoku Wojciecha Fortuny, który kibiców wprawił w euforię, bioytmika jednak nie zdziwił. Sport jest tg właśnie dziedziną, w której „jak na talerzu" można obserwować działanie biorytmów, a zwłaszcza decydujący wpływ wyżu fizycznego na rekordowe wyniki. ! znów lista „biorytmicznych faktów" związanych z medalami olimpijskimi, zdobytymi przez polskich sportowców na moskiewskich igrzyskach w roku 1980. Władysław Kozakiewicz (ur, 8 Xli 1953), Wyż fizyczny w dniu, w którym zdobył złoty medal i ustanowi! rekord świata w skoku o tyczce: +F 3, ~P 16, —I 30. W sylwestrowym wywiadzie powiedział na temat: „Wiedziałem, że znam siłę na dużo, dużo skoków'". Bronisław Malinowski (ur. 4 VI 1951) w dniu, w którym zdobył „złoto". Wyż fizyczny: + F 2, +P 11, —I 25. „Byłem w fantastycznej formie" — powiedział później. Znakomity ten sportowiec zginął tragicznie w wypadku samochodowym wieczorem 27 1X 1981, w podwójnym okresie krytycznym biorytmu fizycznego i psychicznego, któremu towarzyszyła na dodatek negatywna faza biorytmu intelektualnego: +/xF 11, xP 14, —I 19. Jan Kowalczyk (ur, 18X!I 1941 r,), trzeci zloty medalista olimpijski. Wyż fizyczny: ~F 10, — P 25, —! 18.
Szkoda,, że dia Ireny Szewińskisj (ur. 24 V 1946) Igrzyska Olimpijskie roku 1980 przypadały na okres podwójnego niżu w rytmach F i P (por. jej biodiagram z tego okresu na rys. 4). Niedomoga biorytmiczna mogła być powodem tego, że organizm pani Ireny nie sprostał ogromnym wymaganiom. Kiedy w eliminacjach doznała urazu mięśnia trójgłowego lewego podudzia obraz jej biorytmów był niekorzystny: — F 18, — P 24, +110. Ale gdyby Irena Szewińska startowała wyłącznie w sztafecie, to znaczy w dniu 1 VIII 1980, byłoby zupełnie inaczej: oF 23, oP 1, +l 15. Wyjątkowo interesujący układ — dwa dni zerowe! Tendencja do osiągania rekordowych wyników! Pytanie, co by było gdyby kierownictwo naszej ekipy olimpijskiej wzięło pod uwagę biodiagram zawodniczki — pozostanie bez odpowiedzi. Zamiast komentarza przytoczę fragment artykułu ,,Rassczitajtie bioritrmy" pióra K. Arseniewa, zamieszczonego na łamach czasopisma TECHNIKA MOŁODIEŻI w r. 1980.
„W półtora miesiąca po zakończeniu Olimpiady w 1972 r. znowu startował radziecki sportowiec Wiktor Saniejew. Gdyby nie rada naukowca, najprawdopodobniej nie wziąłby udziału w jesiennych zawodach czołowych sportowców. Rzecz w tym, że kandydatka nauk medycznych W. Szaposznikowa z Leningradu, na podstawie danych o biorytmach sportowca, wyliczyła mu, iż stan jego rytmów sprawności organizmu ludzkiego będzie w dniu konkurencji trójskoku taki, że gwarantuje mu to doskonały rezultat. Trener A. Kiersieijan, no i sam Saniejew byli bardzo zdziwieni tq propozycją, jednak, mimo że szczyt formy — wymierzony na okres Olimpiady — już minął, posłuchali rady. Nagrodą był nowy rekord świata — 17,44 m!".
Z wiedzy o biorytmach korzystają już od dawna (lata pięćdziesiąte) piłkarze i inni sportowcy RFN, W Stanach Zjednoczonych zastosowano ją po raz pierwszy w roku 1964 w szkoleniu ciężarowców. Plan tego szkolenia był mniej więcej taki; w okresie wyżu biorytmów F i P — intensywny trening. W fazie ujemnej — trening z mniejszą ilością podejść w serii. Uświadamiano równocześnie zawodnikowi, że spadek sił, który odczuwa, nie jest rezultatem żadnej ukrytej choroby, tyiko po prostu naturalną konsekwencją niekorzystnego biorytmu, przeto — trzeba zmobilizować siłę woli i zmusić się do treningu. Z ówczesnych doświadczeń amerykańscy trenerzy ciężarowców wyciągnęli kilka ogólnych wniosków. Okresem najbardziej sprzyjającym treningowi są dni, kiedy cykle F d P biegną równolegle w wyżu. Czas podwójnych niżów tych biorytmów najlepiej wykorzystać na przerwę w treningach. Jeśli zawody przypadną na koniec fazy pozytywnej albo na dzień krytyczny, trzeba zaraz potem zawiesić trening przynajmniej na tydzień, żeby zawodnik mógł uzupełnić wyczerpaną energię. Dla biorytmika tajemnica zwycięstwa w sporcie jest, jak widać, dość prosta. Trzeba szanować organizm zawodnika w fazie ujemnej F i P i — jeśli to możliwe — tak planować starty, żeby przypadały na czas wyżu jego podstawowych biorytmów. W grach i innych sportach zespołowych niebagatelną rolę odgrywa jeszcze wzajemne biopowinowactwo zawodników. Okazuje się, że drużyna blisko między sobą biospowinowacona osiąga lepsze wyniki. Tu na marginesie ciekawostka: wielu zachodnioeuropejskich kibiców piłkarskich posługuje się biodiagramami poszczególnych graczy jako „pomocami naukowymi" przy typowaniu zwycięzcy w zakładach piłkarskiego totka, U nas podobne zainteresowanie biorytmami Zbigniewa Bońka, Grzegorza Laty, Józefa Młynarczyka,. Andrzeja Buncoia i innych zawodników wywołały sukcesy polskiej reprezentacji w czasie Mundialu'82.
Wszystkie omówione dotąd przykłady pozytywnego wpływu wyżu fizycznego na wyczyn sportowy nie wyczerpują jednak zagadnienia. Niestety, w sporcie zdarzają się również tragedie i to takie, które niełatwo „racjonalnie", jak to mówią, wytłumaczyć. Czy ktokolwiek uważa konkurencję skoku wzwyż za śmiertelnie niebezpieczną? Taternictwo, wyścigi samochodowe i motocyklowe mają w sobie wkalkulowany niejako element ryzyka, ale zwykła poprzeczka? 20 II 1980 w hali widowiskowo-sportowej w Zabrzu rwały halowe mistrzostwa lekkoatletyczne Międzyszkolnych Górniczych Klubów Sportowych. O 12.15 młody zawodnik, uczeń Technikum Mechanicznego w -Rybniku, Sławomir Jeruszko (ur. 29 Viii 1962) oddał skok na wyso kości 170 cm. Skok zakończył się tragicznie. Sławka odwieziono do szpitala z obrażeniami mózgowo-czaszkowymi. Zmarł nie odzyskawszy przytomności. Podaję jego biorytmy: ~F 14, oP 1 (niebezpieczny dzień zerowy), +! 16. Sprawa, jako precedensowa, trafiła na wokandę sądową. Zeznawało wielu działaczy, sędziów sportowych i biegłych. Podobnego wypadku nie notowały kroniki konkurencji skoku wzwyż na całym świecie. Sąd wydał wyrok uniewinniający działaczy sportowych, jednakże w uzasadnieniu werdyktu padło zdanie,, że „sąd tylko sądzi, ale nie jest w stanie nikogo uwolnić od odpowiedzialności moralnej". Charakterystyczne, że wszyscy, którzy mieli w tej sprawie coś do powiedzenia poświęcili mnóstwo czasu rozważaniom na tamci nieprawidłowych wymiarów zeskoku (nawiasem mówiąc takie zeskoki są w Polsce często używane), nikt natomiast nie zwrócił uwagi na niedomogę biologiczną zawodnika — rezultat kryzysowego stanu jego biorytmów. Bo jak zwykle nikt o tym nie słyszał, a jeśli nawet słyszał, to i tak nie uwierzył. Żywa jest jeszcze w Polsce pamięć o tragedii na stokach Pilska v/ Beskidzie Żywieckim 27 i 28 grudnia 1980 roku, Trzy osoby poniosły w niej śmierć, kilkanaście zna-lazło się w szpitalu. Prasa, radio,, telewizja próbowały znaleźć wtedy odpowiedź na dręczące wszystkich pytanie — dlaczego? 27 grudnia 1980 roku przebywająca na obozie sportowym w Korbielowie grupa 16 młodych lekkoatletów-chodziarzy wraz z trenerem K. Kisielem wybrała się na trening na Pilska. W drodze pod górę jedna z dziewcząt — Małgorzata Grzesiak — nie wytrzymała tempa i za zgodą trenera wróciła do ośrodka w Korbielowie. Tymczasem na Pilsku rozszalała się zadymka śnieżna. Grupa straciła orientację w terenie. Jak się później okazało krążyła nie opodal szczytu, zamiast czym prędzej zejść w dół pierwszą napotkaną doliną. Kierownictwo korbielowskiego ośrodka zaniepokojone zbyt długą nieobecnością pod opiecznych powiadomiło Beskidzką Grupę GOPR oraz WOP. Nazajutrz grupa 13 osób w stanie skrajnego wyczerpania odnalazła się w Czechosłowacji. Młodzi ludzie zatrzymali przejeżdżający samochód, którego właściciel udzielił im pomocy. W ciqgu następnych kilku godzin odnaleziono zwłoki trzech ofiar tragedii: I. Langwerskiego — mistrza Polski juniorów w chodzie na 10 km, L. Śledzia — członka kadry juniorów i M. Witczaka — członka kadry młodzików. Na wieść o tym pojechałem do Korbielowa. Dane., któro tam zebrałem, stały się podstawą biorytmicznej analizy wypadku. Małgorzata Grzesiak (ur, 20IV 1968) miała najgorszy spośród całej grupy stan biorytmów — zbieg dwóch dni krytycznych: xF 12, xP 15. Na szczęście towarzyszył im wyż intelektualny (4! 15), dzięki któremu — jak sądzę — jej przytomny umysł dobrze ocenił stan organizmu i kazał jej wrócić do bazy. Leszek Śledź (ur. 31 V 1964) był w dniu krytycznym biorytmu intelektualnego ( + F 7,. -fP 3, x! 17) co — przy braku samokontroli — obniżyło sprawność jego umysłu i w ogóle centralnego układu nerwowego. Ireneusz Langwerski (ur. 5 X 1963) przezywał potrójną głębię niżu biorytmów: — F 15, —P 23, -~i 25= Teki układ znaczy dla człowieka tyło samo, co dzień krytyczny. Wywołuje osłabienie wewnętrzne organizmu i zwolnienie reakcji umysłowych. Marek Witczak (ur. 31 V 1968) byt w krytycznym dniu biorytmu fizycznego: xF 12, — P 5, -M 12; chcę w tym miejscu przypomnieć to. co już pisałem o licznych, zdarzających się w takim dniu zgonach. Żaden z pozostałych członków grupy treningowej — według danych jakie otrzymałem — nie miał tak niekorzystnego układu biorytmów jak wymieniona czwórka. Trener i opiekun grupy, Krzysztof Kisiel (ur. 28 ! 1950) był w dniu zerowym biorytmu fizycznego (oF 23) co —- według mnie — zaważyło na jego postępowaniu. Mam tu na myśli niebezpieczną tendencję do ryzykownego wyczynu. Dobrze, że jego pozostałe biorytmy biegły równolegle w wyżu ( + P 9, +17), co ostatecznie pozwoliło mu, mimo ciężkich odmrożeń, opanować sytuację i utrzymać zaufanie grupy. Zaryzykuję twierdzenie, że gdyby nie to — doszłoby do jeszcze gorszej tragedii. Gdyby to jednak ode mnie zależało na podstawie bio-diagramu Małgosi Grzesiak nie pozwoliłbym jej w ogóie brać udziału w wyprawie. Langwerskiemu i Witczakowi pozwoliłbym na bardzo lekki trening. Śledzia ostrzegłbym przed obniżoną prężnością umysłu i zaleciłbym mu wyjątkową ostrożność w czasie treningu. Trener Krzysztof Kisiel, który wchodził w dzień zerowy, powinien był odłożyć marsz na Pilsko co najmniej o dwa dni — byłby już wtedy w wyżach wszystkich trzech bio-rytmów. 10 stycznia 1981 pewien ekspert z zakresu medycyny sadowej oświadczył w telewizji: „Jedynie racjonalnym tłumaczeniem zgonu tych trzech jest to, że duża świadomość niebezpieczeństwa u starszych chłopców prowadziła do mniejszej odporności i szybszego wyczerpania zasobów psychicznych". Zupełnie się z tym nie zgadzam. Przecież najbardziej świadomy niebezpieczeństwa (i odpowiedział- ności!) musiał być najstarszy z grupy — trener Krzysztof Kisiel. Zgodnie z cytowaną ekspertyzą to on powinien był umrzeć, tym bardziej że oddał chłopcom część swojej garderoby, a na dodatek wpadł po pas do lodowatej wody. Tymczasem nie tylko dotrwał do końca wyprawy, a!e kiedy już młodzież odjechała samochodem, on — pomimo potwornych odmrożeń — szedł dalej pieszo. Był już wtedy, co prawa, w wyżu wszystkich biortymów.
Przytoczona ekspertyza zrodziła się stąd, że jak słusznie zauważył profesor Szczepański „uczeni i technicy są skłonni uważać te elementy, których nie umieją zopera-cjonalizować i skwantyfikować, za nie istniejące". Wszelkie tzw. racjonalne próby wytłumaczenia przyczyn tragedii na Pilsku nie zadowoliły wielu osób. Dał temu vvyraz m. in. trener Jan Mulak w jednym z programów telewizyjnych: „Tutaj chodzi o prawdę, o znalezienie faktycznych przyczyn (...). Nadal jest dla mnie niewyjaśniona ta łatwość śmierci trzech wysoko wytrenowanych chłopców. Nie mogę tej sprawy zrozumieć... pierwszy raz mamy podobny wypadek w sporcie polskim. Ci, którzy ocaleli, którzy przecież przebywali w tych samych ciężkich warunkach przez wiele, wiele godzin, wyszli z tego ze stosunkowo niewielkimi obrażeniami. Tak, że zupełnie nie rozumiem, w którym miejscu tutaj coś się stało z tymi organizmami. Załamanie psychiczne? No, wiadomo, że ten trzeci mógł się załamać psychicznie. Ale nastrój całej grupy? Przecież ta grupa zachowywała się jak podczas najcięższej walki z poczuciem pełnego koleżeństwa; udzielała sobie pomocy, przeciwdziałała panice. Wynikało to i olbrzymiego zaufania do trenera. Gdyby nie było tego zaufania, cała grupa byłaby przegrana". No cóż, nie pierwszy to i nie ostatni wypadek w górach. Jeden z nich zdarzył się 8 lutego 1909 roku.
„Zbocze ruszyło. Nogi uciekły narciarzowi w dół, cały śnieg zjeżdżał z nim, niezwykły szum przeszył powietrze. Lawina! Znał to groźne zjawisko, próbował narty skierować dziobami w dół, aby uciec szybciej od zesuwu lawiny i znaleźć się poza jej odrębem. Na próżno. Pokład śniegu zgarbił się, wypiętrzył, narty zaryły się weń, człowiek upadł twarzą w śnieg, sunący strumień zdarł mu czapkę i czekan. Masa śnieżna waliła w dół, krusząc się w bryły, parła coraz szybciej do łożyska potoku. Już osiadła na dnie; twardy, zbity pokład przeszedł nad człowiekiem jak rzeka, nakrył go sobą, zabrał ze sobą. Człowiek przepadł w masie śniegowej bez śladu. (...) Tak zginął Mieczysław Karłowicz, bez świadków w lutowe rozsłonecznione popołudnie; jedna z najpiękniejszych postaci, jakie kiedykolwiek stąpały po szczytach Tatr. Odszedł w państwo ci szy, której tak pożądał, z której chciał dobywać akordy swej pieśni. Miał lat 34. (...) Umarł nie wykonawszy najmniejszego ruchu. Zwłoki leżały niedaleko skraju lawiny pod półtorametrową warstwą śniegu. O kilka metrów da-iej byłby już poza zasięgiem lawiny. Może foki uniemożliwiły Ťjazdę śmiertelnqť i lawina ubiegła człowieka?" (Jalu Kurek: „Księga Tatr"). Nie wiem, czy przyczyną tej śmierci były foki. Wiem, że Mieczysław Karłowicz był w dniu krytycznym bioryt-mu psychicznego, a poza tym w niżu pozostałych biocy-kli (— F 17, xP 15, —7ol 32). Może dlatego nie uciekł przed śmiercią? Otwieram encyklopedię na chybił trafił, szukając jeszcze kogoś kto zginął w Tatrach. Znajduję hasło: "Sianisławski Wiesław (ur. 15 XI 1909). Czołowy taternik lat 1928—33. Autor wieiu podręczników taternickich. Zginał 4 VIII 1933 przy próbie pierwszego przejścia niewielkiej i niezbyt trudnej zachodniej ściany Kościółka".
Wyliczam ile dni przeżył Stanśsławski, dzielę tę liczbę kolejno przez 23, 28 i 33 i stwierdzam, że popełniając śmiertelny bfqd miał taki oto stan biorytmów: — F 15, fP 11, xl 17. Więc kto wie, czy znowu ten wielokrotnie :uż cytowany, dobry nastrój psychiczny —- w dniu krytycznym biorytmu intelektualnego — nie popchnął znakomitego taternika o jeden krok za daleko...


BIORYTMY, WAHADEŁKO I RÓŻDŻKA


Wahadełko i różdżka wśród wielu ludzi ciągle jeszcze uchodzą za rekwizyty z pogranicza baśni i magii, a na radiestetów patrzy się często dość podejrzliwie. Tymczasem każdy człowiek posiada pewne zdolności reidiestetyczne — być może atawistyczne — które homo sapiens stopniowo tracił w procesie ewolucji i cywilizacji. Radiesteta jest po prasłu człowiekiem obdarzonym większą niż inni zdolnoś cią do selektywnego odbierania pewnych promieniowań, których natężenia nie udało się zmierzyć nawet najczulszymi przyrządami, więc takich, których „normalny" człowiek nie postrzega za pośrednictwem pięciu zmysłów. (Termin „radiestezja" pochodzi od łacińskiego radium — promień oraz greckiego esthesia — odczuwanie). U radiestetów, czyli osób szczególnie wrażliwych no to tajemnicze promieniowanie, występuje efekt biofizyczny, wywołujący z kolei odruch radiestezyjny. Manifestuje się on np. wybiciem różdżki lub ruchem wahadła, co można wykorzystać do celów praktycznych, tzn. do wykrywania podziemnych cieków wodnych, złóż minerałów itp. Czytelnikowi, który chciałby się przekonać, czy posiada zdolności radiestetyczne proponuję sprawdzian z wahadełkiem. Zamiast wahadełka można użyć zawieszonej na nitce złotej lub srebrnej obrączki. Należy stanąć, odprężyć się i lewą dłoń (palce złączone) położyć na splocie słonecznym. Nitkę ująć w dwa palce — kciuk i wskazujący — ręki prawej. Trzymać wahadło na wysokości środka lewej ręki w odległości około 20 cm. "Wahadło zacznie wykonywać ruchy koliste, zgodne z kierunkiem wskazówek zegara. Proszę policzyć iie pełnych obrotów wykona wahadełko zanim „samo z siebie" stanie cibo zmieni kierunek ruchu, jest to bowiem właśnie miernik naszych uzdolnień: do 15 obrotów — niewielkie szansę na wiarygodne wyniki; 15—30 obrotów — mała wrażliwość; 30—50 obrotów — dobra wrażliwość, zachęcam do dalszych ćwiczeń. Ale uwaga! Ten test wykonany w niżu bioryimu psychicznego (•-P) lub w którymś z dni krytycznych wykaże znacznie gorsze wyniki. Fakt ten polecam tez uwadze zaawansowanych radiestetów. Najkorzystniejszy dla nich układ biorytmów to ~~ F, rP, — I, przy którym progi wrażliwości niektórych zmysłów są wyraźnie obniżone i dzięki temu uzyskiwane wyniki są lepsze, bardziej wiarygodne. Istotne, pozytywne znaczenie ma tu wyż biorytmu P.
Najwięcej błędów natomiast powoduje układ +F, — P, -; I. Wywołuje on często tzw. inerwację, czyli ruch wahadła lub różdżki — w rezultacie autosugestii. Bierze się to z pragnienia osiągnięcia określonej reakcji (do takiego zaś dążenia predystynuje wyż fizyczny). I tak myśl radiestety o ruchu, tworzy ten ruch. Dlatego wszystkim radiestetom i tym zaawansowanymi, i „raczkującym" radzę, aby przystępując do eksperymentu uwolnili się wewnętrznie od wszelkich oczekiwań i pragnień związanych z wynikiem doświadczenia lub, dla odmiany, od wszelkich uprzedzeń. Ma to znaczenie zwłaszcza przy powtarzaniu eksperymentu. Każde doświadczenie, jeśli nawet jest dziesiątym z kolei na ten sam temat, musi być dla radiestety pierwszym. Należy wewnętrznie odrzucić dążenie do osiągnięcia rezultatu za wszelką cenę, zupełnie się nie koncentrować, lecz po prostu dopuścić do głosu intuicję. I ona, choć le ży poza doświadczeniem i rozumowaniem, jest także rodzajem poznania. Wiem, że niektórzy iekcrzo pomocniczo stosują radiestezję przy diagnozowaniu i ordynowaniu leków. Powste-jące wtedy subtelne i trudne w tym miejscu do wytłumaczenia zależności między czynnościami wegetatywnymi organizmu pacjenta, a przebiegiem procesów psychicznych u Iekarza-radiestety wywołują niekiedy przykre, a nawet niebezpieczne skutki. Praktycznie może się zdarzyć tak, że symptomy choroby pacjenta przeniosą się na ciało i umysł lekarza i to w sposób trwały, jeśli ten lekarz nie nauczy się odblokowywać w sobie takiego sprzężenia zwrotnego, unieszkodliwiać go i „uziemiać". Każdy lekarz--radiesteta musi się tego nauczyć na wiosną rękę, Ja mogę tylko przestrzec przed prowadzeniem eksperymentów radiestetycznych z pacjentem w biorytmicznych dniach kryzysowych lub w niżach wszystkich biorytmów lekarza. Wszyscy zresztą „zawodowi" różdżkarze i wahadlarze są narażeni nie tylko na utratę znacznej ilości energii systemu nerwowego, ale chodząc często wzdłuż cieków wód podziemnych wchłaniają dużą dawkę negatywnego pro mieniowania. Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć o wypadkach śmierci wśród młodych radiestetów, którzy nie umiejąc prawidłowo regenerować swego organizmu, przedwcześnie się „wypalili", wyczerpawszy swe siły witalne.

 


Zdarzają się człowiekowi takie lata, kiedy wszystko idzie jakby na opak, kiedy sypią mu się na głowę niepowodzenia, choroby, wypadki. Że to rzecz znana świadczy choćby przysłowie „nieszczęścia chodzą parami". Istnieje pewna biorytmiczna hipoteza, która próbuje wytłumaczyć to zjawisko. Dla zrozumienia sprawy muszę tu wprowadzić i krótko omówić pojęcie bioperiodyki sekundarnej nazwanej tak w odróżnieniu od znanej już Czytelnikowi bioperiodyki zasadniczej. Istnienie tej drugiej bioperiodyki odkrył H. Friih. Stwierdził, że i ona posiada trzy cykle — F, P i 1 — które zawiązują się również w chwili urodzenia. Długość poszczególnych cykli jest taka sama: 23, 28 i 33 dni. Na czym więc polega różnica między biorytmami zasadniczymi i sekundamymi? Otóż w każdą rocznicę urodzin rytmy bioperiodyki sekundarnej pod wpływem jakiegoś impulsu, być może pochodzenia kosmicznego, zaczynają na nowo falować od zera. Innymi słowy dzieje się coś takiego jakby ktoś na moment zatrzymał stoper, skasował go i natychmiast ponownie uruchomił. Od tego momentu stoper ten będzie znów nieprzerwanie mierzył czas aż do następnej rocznicy urodzin. Czytelnik rozumie więc, że rytmy F, P i I bioperiodyki zasadniczej i sekundarnej najczęściej nie nakładają się, lecz są w stosunku do siebie przesunięte. Całe szczęście, jeśli bowiem dzień kryzysowy pierwszego układu bioryt-mów pokrywa się z dniem kryzysowym układu sekundarnego, wzmacnia się tzw. efekt krytyczny. Są przykłady na to, że np. rwanie zęba w takim dniu kryzysowym obu bioperiodyk kończyło się śmiercią pacjenta, a szczepienia wywoływały paraliż. Znany jest przypadek niewytłumaczalnego zgonu 41-letniej kobiety w czasie banalnego badania jajowodów. Okazało gię przy tym, że była ona w jedenastym dniu fizycznego biorytmu zasadniczego oraz w dwunastym dniu F bioperiodyki sekundarnej. W opisanej przeze mnie tragedii na Pilsku Małgosia Grze-siak miała również bardzo niekorzystny styk obu bioperiodyk. Układ pierwszy xF 12 xP 15, -H 15; układ drugi -F18, oP28, xl 17. Wracając do postawionej na wstępie zagadki lat pechowych — biorytmicy podejrzewają, że ich przyczyną może być właśnie „gęste" nakładanie się na siebie dni kryzysowych obu układów.
Na użytek codzienny bioperiodyka sekundarna nie ma większego znaczenia, problem ten jednak może interesować lekarzy, którzy chcieliby biorytmikę wykorzystać w leczeniu chorych. Sposób obliczania stanu bioperiodyki sekundarnej na dowolny oznaczony dzień jest analogiczny do znanego już Czytelnikowi sposobu ustalania bioliczb zasadniczych — metodą pamięciową. Należy ustalić ile dni upłynęło od ostatniej rocznicy urodzin do dnia oznaczonego i liczbę tę kolejno podzielić przez 23, 28 i 33. Jeśli ktoś chce sobie pozaznaczać dni kryzysowe tej bioperiodyki na biodiagramie może to uczynić, wprowadzając dla odróżnienia symbole „II O", „II X". Zdarza się, choć niezmiernie rzadko, że biorytmy układu zasadniczego jak gdyby wyskakują z ustalonego toru. Dzieje się to wskutek wyjątkowo ciężkiego wstrząsu, wywołanego np. chorobą czy wypadkiem. Precyzyjny mechanizm biorytmiczny ulega rozregulowaniu i poszczególne cykle zaczynają biec od zera, licząc od dnia wypadku lub dnia wybuchu choroby. Ma to istotne znaczenie dla takiego lekarza, który obserwuje biorytmy pacjenta. Musi on je wtedy na nowo obliczyć, biorąc za podstawę nie datę urodzenia pacjenta, ale datę wypadku. U osób, które szczęśliwie przetrwały kryzys, mechanizm ich biocykli powraca dość szybko w stare łożysko.


SŁYNNE BITWY W ŚWIETLE BIORYTMIKI


Czytelnikom o zainteresowaniach historycznych, zwłaszcza wielbicielom Napoleona (sława jego strategicznego geniuszu zawsze działała na wyobraźnię Polaków, że przypomnę pana Ignacego Rzeckiego z „Lalki") proponuję teraz intelektualną zabawę. Proszę spojrzeć na słynne napoleońskie Wiktorie i klęski z innego, niż się to zwykle czyni, punktu widzenia. Proszę uważnie przestudiować biorytmy Napoleona i jego wielkich przeciwników w kilku utrwalonych przez historię bitwach. Ja z tych danych wyciągam wnioski na poparcie mojej teorii, Czytelnik może wysunąć własne. Daty urodzenia przeciwników Napoleona — które w tej sprawie są rzeczą ważną — przytaczam za „Meyers Konversations — Lexikon", Lipsk-Wiedeń
1908. Bitwa pod Mcrengo 14 VI 1800 Zwycięstwo Napoleona Napoleon (ur. 15 VIII 1769) ~/xF 13, + P 4, +17
Melas, generał austriacki (12 V 1729; ~/oF 22, + P 10, - I 28 Czyżby zwodniczo dobry nastrój ( + P) Melasa towarzyszący niżom F i I przyczynił się do tego, że austriacki dowódca w przekonaniu, iż Napoleon został pokonany, przedwcześnie opuścił pole bitwy? Bitwa pod Austeriitz 2XII 1805. Zwycięstwo Napoleona Napoleon + F 9, +P 13, -I 24
Kutuzow (19 IX 1745) xF 12, -P 20, -I 22 Proszę zauważyć, że Kutuzow był w krytycznym dniu biorytmu fizycznego i w niżach dwóch pozostałych. Bitwa pod Jena 14 VIII 1806, Zwycięstwo Napoleona Napoleon +/xF 11, —P 16,
Hohenlohle, pruski generał (31I 1746) +F 8, ~P 18, ol 33 Napoleon wchodził w krytyczny okres fizyczny, ale i Hohenlohle był w kryzysowym dniu zerowym biorytmu intelektualnego. BHwa pod Wagram 6 VI! 1809. Zwycięstwo Napoleona Napoleon +F 9, +P 8, +115 Karol, arcyksiążę austriacki (5 IX 1771) -F 18, xP 14, -I 24 krytyczny dzień psychiczny oraz dwa głębokie niże. Bitwa pod Borodino 7IX 1812. Zwycięstwo Napoleona, ale krwawe, mozolne i dość wątpliwej wartości
Napoleon -F 19, -P 20, —I 20
(trzy niże)
Kutuzow +F 10, xP 15, +! 6
(dzień krytyczny biorytmu psychicznego). Bitwa pod Lipskiem 19X 1813. Klęska Napoleona Napoleon xF 12, +P 7, -I 31
(dzień kryt. F)
Generał Bulov (16 II 1755) -F 16, +P 9, +l 12
Generał Benningsen (10 II 1745) -F 17, -P 27, +l 7 Na marginesie dodam, że książę Józef Poniatowski (7 V 1762), który w tej bitwie zginął w nurtach Elstery, był w kryzysowym dniu zerowym biorytmu fizycznego: oF 1, + P4, +l 15.
Bitwa pod Waterloo 18 VI 1815. Klęska Napoleona
Napoleon -F 21, — P 26, +111
Wellington (29 IV 1769) -F 14, -P 22, -I 20
Z pomocą Wellingtonowi — cytuję „Małą Encyklopedię PWN", 1959 — przyszedł feldmarszałek pruski Blucher, który „zadecydował o losach bitwy". Blucher (16 XII 1742) +F 8, -P 21, +i 15

Jak już powiedziałem — wnioski pozostawiam Czytelnikowi. Chcę jeszcze tylko przypomnieć, że Jan III Sobies-ki (ur. 2 VI 1624) dowodząc wojskami polskimi i cesarskimi rozgromił 12 IX 1683 oblegających Wiedeń Turków, zupełnie nie zdając sobie sprawy z fantastycznie dlań korzystnego układu biorytmów: +F 8, +P7, +l 3. Chętnie podałbym datę urodzenia jego przeciwnika, Kara Mustafy, niestety nigdzie nie mogłem jej znaleźć.


HOROSKOP CZY BIODIAGRAM


Na zakończenie zróbmy jeszcze wypad w świat astrologii, która dla jednych jest czystym szalbierstwem, podczas gdy inni nie ustają w próbach odnalezienia w niej tzw, racjonalnego pierwiastka. I jednych wszakże, i drugich wprawia w zdumienie pozorna niewytłumaczalność trafnych przepowiedni morderstw i zamachów politycznych. Czy jest coś wspólnego między tymi przepowiedniami a biorytmiką? Jeśli jest, to rozumując logicznie, tragedie przepowiedziane z góry przez astrologów powinny znajdować odbicie w biodiagramach osób, których te proroctwa dotyczą. Czy rzeczywiście? Czytelnik być może pamięta, że przed morderstwem, grożącym prezydentowi Kennedy'emu polscy astrologowie ostrzegali już w marcu 1963 roku. Pisali nawet w tej sprawie do Stanów Zjednoczonych. Kto chce, niech mnie sprawdzi. J. F. Kennedy (ur. 29 V 1917) został zamordowany (22XI 1963) w dniu krytycznym biorytmu intelektualnego: + F 5, +P 11, xl 17. jeden świadek to ża- Ale unus testis — nullus testis den świadek. Mussolini, twórca i „duce" włoskiego faszyzmu (ur. 29 VII 1883) został schwytany przez partyzantów, rozstrzela ny i powieszony za nogi 28 IV 1945. Był to akurat dzień krytyczny jego biorytmu fizycznego; xF 12, +P 12, +l 13.
Astrologowie przepowiedzieli oczywiście zamach pa Hitlera (ur. 20 IV 1889), którego wykonawcą był płk Stauffenberg w dniu 20 VII 1944. Hitler był właśnie w krytycznym dniu biorytmu intelektualnego: +F 9, — P 20, xl 17.
Przepowiedziano także śmierć Nehru (ur. 14XI 1889). Umarł (27 V 1964) w kryzysowym okresie biorytmu fizycznego: "7xF 13, +P 6, -I 30.


HUTERS ASTROLOGISCHER KALENDER na rok 1965, podając horoskop życiowy Roberta Kennedy'ego, przepowiedział mu spore szansę w wyborach prezydenckich za kilka lat, lecz jednocześnie ostrzegł: „Kwadrat Neptuna i Saturna oraz Urana do Merkurego mogą oznaczać zamach na jego życie, który nie zakończy się jednak natychmiastową śmiercią". No cóż, ta przepowiednia ziściła się, niestety. Układ biorytmów R. Kennedy'ego w dniu, gdy go postrzelono (5 VI 1968), był również nader niekorzystny; — F 14, ~/oP 27 —I 29, a pogorszył się jeszcze w dniu śmierci: — F 15, oP 28, — I 30 (zerowy dzień biorytmu psychicznego). Kanadyjka Evelyne Hare — o czym donosił katowicki DZIENNIK ZACHODNI z 12 IV 1981, powołując się na AFP — już w grudniu 1980 roku przepowiedziała zamach na prezydenta Reagana. Próba zamachu miała nastąpić w końcu marca. Evelyne Hare przepowiedziała, że Reagan przeżyje zamach, mówiła o zranieniu kogoś z asysty prezydenta i o ujęciu sprawcy. Czytelnik już zna układ biorytmów prezydenta USA w dniu zamachu: ~/oF 22, oP 1, + l 13. Astrologowie ostrzegli prezydenta Egiptu, Anwara Sa data (ur. 25XII 1918) o tym, że grozi mu śmierć. Sam o tym mówił we wrześniu 1981 roku. Zginął przeszyty kulami zamachowców 6 X 1981 w podwójnym okresie kryzysowym: oF 1, oP 28, —I 30. Jak pamiętamy z transmisji telewizyjnej nie padł na ziemię nawet wtedy,  wszyscy wokół niego leżeli już plackiem. Czyżby eksplozja odwagi i zwodniczo dobrego nastroju? W żadnym wypadku nie zamierzam przyłączać się do chóru zwolenników lub — dla odmiany — przeciwników astrologii i horoskopów. Z praktycznego jednak punktu widzenia sporządzenie biodiagramu jest zadaniem stosunkowo prostym i każdy może je samodzielnie wykonać. Horoskop natomiast, jak utrzymują znawcy przedmiotu, to przedsięwzięcie niesłychanie skomplikowane. Wymaga m.in. tego, aby człowiek znał moment swego urodzenia z dokładnością do 5 sekund! W tej sytuacji będę głosowat za biodiagramem.


WARTO ZAPAMIĘTAĆ...


Na użytek codzienny chcę Czytelnikowi przedstawić kwintensencję tego wszystkiego, co już napisałem o bio-rytmach. Ułatwi to zainteresowanym interpretację biodiagramu. Wyże i niże trzech biorytmów tworzą osiem różnych kombinacji i każdy z tych układów co innego znaczy. — F, + P, +1. Szansa wielkiej efektywności dla wszystkich pracujących umysłowo, w tym oczywiście także artystów i wszelkich twórców. Jest to dobry czas na uczenie się języków obcych, ważne narady, zawieranie umów, podróże służbowe (mogą być nawet kosztowne; opłaca się, bo ich efekt zrekompensuje poniesione koszty). Pod względem fizycznym jedynie nie dysponujesz, Czytelniku, tzw. pełnią sił. Jeśli natomiast chciałbyś rozpocząć terapię psychotroniczną — trzeba koniecznie rozpocząć jq teraz, rokuje bowiem znakomite wyniki. Również wszyscy cierpiący na wady wymowy powinni się mocno zmobilizować i zaaplikować sobie większą dawkę ćwiczeń — rezultaty będą lepsze niż kiedykolwiek. Dla inwalidów wyże P i I to właściwy moment do nawiązywania i utrwalania wszelkiego rodzaju kontaktów z otoczeniem, ponieważ dopisuje im humor i wyostrza się dowcip.  4-F, +P -H. Dni najbardziej sprzyjające pracy fizycznej i umysłowej — także realizacji zamysłów i przedsięwzięć najwyższej wagi! Prace naukowe, egzaminy, działalność artystyczna przynoszą w tym okresie sukcesy; sportowcy mają szansę bicia rekordów. Proszę pamiętać, że jednostka silna i dynamiczna powinna być w tym czasie mocno obciążona pracą; brak odpowiedniej dawki stresu (tak, tak, to nie paradoks, umiarkowanie dawkowany stres jest niezbędny!) źle wpływa na jej samopoczucie, prowadzi nawet do frustracji. Nadmiar szkodliwego stresu psychicznego (np. z powodu awantur w domu, złych stosunków w pracy, kolejek, tłoku w tramwajach itp.) łatwo da się w tym okresie „odreagować" — w intensywnej pracy fizycznej. Osoby przyjmujące wszelkie środki niszczą-c e tkankę nowotworową powinny to robić zwłaszcza teraz (a w każdym razie podczas wyżu fizycznego), bezwzględnie unikając takiej kuracji w dniach krytycznych biorytmu fizycznego i psychicznego. Dla inwalidów wyż trzech biorytmów jest najlepszym okresem rehabilitacji, daje bowiem szybkie i efektowne wyniki. , + P, — I. Okres wzmożonej wydajności w pracy fizycznej, bardzo też sprzyjający treningowi sportowemu, bez obawy przeciążenia organizmu. Spotęgowana odporność na ból, infekcje i wpływy klimatyczne sprawia, że w tym okresie można się poddawać różnym wyczerpującym zabiegom, takim jak kąpiele solankowo-borowinowe, sauna, masaże, naświetlania, szczepienia, oddawanie krwi, kuracje odchudzające, a przede wszystkim zabiegi chirurgiczne i stomatologiczne. Jeśli, Czytelniku, masz kłopoty z kręgosłupem i korzystasz z pomocy kręgarza, teraz właśnie dobrze zniesiesz te bolesne zabiegi. Twemu umysłowi brak jednak błyskotliwości. + F, — P, +1. Kondycja fizyczna dobra, intelekt działa sprawnie, ale nastrój pod psem. Brakuje duchowego polotu.  — Fi +P, —I. Bardzo dobry, optymistyczny nastrój, choć kondycja fizyczna i umysłowa — słabe. Obniżona zdolność twórczego myślenia i logicznego rozumowania. Uwaga! Ten dobry nastrój wcale nie przylega do sytuacji, strzeżmy się go! Sportowiec, jeśli chce trenować, niech to czyni z umiarem, spokojnie, unikając przemęczenia. Kierowcy i piloci: ostrożność, ostrożność i jeszcze raz ostrożność. Jest to natomiast czas optymalny dla biostymulacji, terapii pomocnej w leczeniu alkoholizmu, narkomanii i nerwic. Szczyt formy u radiestetów.
+ Ff — P, —I. Niezłe samopoczucie fizyczne. Energię, Czytelniku, masz i możesz ją wydatkować bez ograniczeń. Ale nastrój psychiczny nie idzie w parze z tą energią. Skłonny jesteś do irytacji i uporu, a w zdenerwowaniu do gwałtownych wybuchów gniewu. Jeśli jesteś sportowcem — |tać cię na największy wyczyn. Jeśli masz dolegliwości kręgosłupa możesz sobie zamówić wizytę u kręgarza. — F, — P, +1. Pełnia sił umysłowych, kiepska dyspozycja fizyczna, równie kiepski nastrój. Zalecana powściągliwość we wszystkim, co wymaga dużego wysiłku. Proszę unikać wizyt u dentysty, zabiegów fizykalnych i chirurgicznych, bo odporność na ból jest niewielka. — F, — P, —I. Czas regeneracji organizmu i gromadzenia sił. Jeśli w tym okresie odczuwasz, Czytelniku, potrzebę wypoczynku — rób w miarę możności to, czego domaga się Twój organizm — odpoczywaj. Jeśli przyjmujesz leki lub środki wzmacniające (ale nie preparaty niszczące tkanki ) nie zapominaj, że teraz właśnie należy je brać. Podziałają szybko i skutecznie. Podobnie — masaże biomagnetyczne. Inwalidów pragnę przestrzec przed niemiłymi efektami trzech niżów. Pamiętajcie, że w tym okresie nawiedzają Was szczególnie natrętne depresje, rozpacz i gniew, a objawy choroby często się zaostrzają. Nieprzyjemne pod tym względem są zwłaszcza dni kryzysowe. Panujcie nad sytuacją, bo miną niże, miną i złe nastroje. A w ogóle, Czytelniku, dbaj o to, żeby w tym totalnie niżowym okresie Twoich biorytmów nagromadzić tyle sił, iie tylko się da. Bo tak, jak po deszczu przychodzi słońce, tak po biorytmicznym niżu zawsze przychodzi wyż, kiedy to dobrze „naładowany akumulator" ogromnie Ci się przyda. Korzystając z przewagi jaką każdy piszący posiada nad Czytelnikiem — bo książka to przecież rodzaj autorskiego monologu, którego czytający nie jest w stanie przerwać — chcę na zakończenie wypowiedzieć jeszcze kilka ogólnych refleksji. Współczesne społeczeństwo, korzystające ze zdobyczy wysoko rozwiniętej cywilizacji, nurtuje ciekawość rzeczy niezwykłych, spraw z pogranicza wiedzy i fantastyki. Dowodzi tego m.in. oszałamiające powodzenie literatury i filmu science-fiction, zainteresowanie z jakim przyjmuje się wszelkie wzmianki o trudnych do wyjaśnienia fenome nach, takich chociażby jak działalność słynnych „heaie rów" z Harrisem włącznie. Zdaję sobie sprawę, że dia niektórych Czytelników rzecz o biorytmcch może mieć podobny posmak. Stąd zastrzeżenie: blorytrr.ika nie ma nic wspólnego z wróżbami, czy odgadywaniem ludzkiego losu, a biodiagram nie jest wyrocznią. Biodiagram informuje nas tylko o wewnętrznej sprawności organizmu — fizycznej, psychicznej, intelektualnej — która ma swoje regularnie się powtarzające przypływy i odpływy. Nie wolno jednak zapominać, że na tę sprawność wpływa nie tylko dobry lub zły dzień tego czy innego biorytmu, lecz także wiele innych czynników, wśród których niepoślednią rolę odgrywa świadomość i podświadomość jednostki. Ale tu właśnie dzięki rozbudzonej świadomości i informacjom zakodowanym w podświadomości powstaje często bardzo korzystne sprzężenie zwrotne; otóż znajomość aktualnego stanu biorytmów może działać psychoterapeutyczne, przynajmniej do pewnego stopnia. Przynosi to mianowicie ten konkretny skutek, że w razie konieczności, np. w dniach kryzysowych, mobilizujemy wolę, koncentrujemy uwagę, zmuszamy się do wysiłku. Jakie to ma znaczenie dla prawidłowego rozwoju osobowości — nie trzeba szeroko uzasadniać. Chcę tu jedynie przytoczyć pogląd profesora Kazimierza Dah-rowskiego, który uważam za głęboko słuszny:
„Samo przez się jest zrozumiałe, że osobowość rozwijająca się w kierunku swojego ideału, a więc dążenie do osiągania wysokiego poziomu zdrowia psychicznego, pozostaje w ścisłym związku ze zdolnością do samowychowania i autopsychoterapii. Jednostka rozwijająca się pozytywnie, a szczególnie jednostka rozwijająca się w sposób przyspieszony i twórczy, musi kierować własnym rozwojem, musi się rozwijać sama z siebie, musi kontrolować dynamizmy autopsychoterapeutyczne i kierować nimi w warunkach konfliktowych, w stanach silnie wzmożonej pobudliwości psychicznej, w stanach kryzysowych. (...) To sterowanie rozwijającą się osobowością w specjalnie ciężkich warunkach losowych — zewnętrznych i wewnętrznych jest ważnym czynnikiem wyznaczającym właściwy rozwój zdrowia psychicznego".