Powinowactwo biorytmiczne

Życzenia Aforyzmy Kontakty Horoskopy Imiona Święta Kartki Deformator Biorytmy
Prezenty Dowcipy Sennik Rozrywka Forum Mapa Polski Teksty Piosenek Kuchnia Śmieszne

Sposoby na stres Psychozabawy Magia Numerologia Wróżby Pasjanse Biorytmika
Biorytmika na cenzurowanym Co warto wiedzieć o biorytmach Wyże i niże O naturze dni kryzysowych Charakterystyka biorytmów Oblicz swoje biorytmy
  Powinowactwo biorytmiczne Biogram Tabele liczb pomocniczych Chcecie to wierzcie  
Przeszukaj Listonosza

Google Web listonosz.net
 



Powinowactwo biorytmiczne


Często zadajemy sobie pytanie: dlaczego ten czy ów wzbudził we mnie natychmiastową sympatię? Dlaczego ktoś inny — wręcz przeciwnie? No a tzw. miłość od pierwszego wejrzenia? Tu już można by cytować nie tylko przykłady z życia, ale i długą listę bohaterów literackich, których połączyło takie uczucie. Biorytmika ma na ten temat własny pogląd. Sympatia między dwiema istotami ludzkimi, niekoniecznie odmiennej płci, będzie tym większa, im bardziej równolegle pulsują ich biorytmy. Jeśli dwie osoby urodzą się w tym samym czasie, ich biorytmy biegną synchronicznie. Znaczy to, że ich powinowactwo biorytmiczne wynosi 100 procent. Sposób ustalania biopowinowactwa poznamy nieco później, teraz trochę ogólnych uwag o jego znaczeniu w stosunkach między ludźmi. Osoby o znacznym stopniu biopowinowactwa łączy wielka wzajemna harmonia, zrozumienie i empatia, czyli zdolność tworzenia trafnych wyobrażeń o tym, co przeżywa i czego pragnie ten drugi, jak ocenia świat i samego siebie. Psychologia formułuje to tak: empatia to zdolność poznawania wewnętrznych stanów i procesów zachodzących w kontaktującej się z nami osobie i komunikowanie jej tego. Mały stopień biopowinowactwa — znacznie poniżej 40 procent — oznacza biorytmiczną obcość, a w rezultacie wzajemny brak zrozumienia, zdolności wczuwania się w psychikę partnera, umiejętności tolerowania jego chwiiowych niedyspozycji, wynikających np. z niżów biocykli. Ta obcość — jak pisze S. Garczyńskl w ksiqżce pt. „Współżycie łatwe i trudne" — przejawia się „w obojętności, w powierzchowności kontaktu i w doskonałej pobłażliwości, która dopiero przy konflikcie interesów przeradza się we wściekłą nietolerancję. Choćby ów obojętny człowiek był bardzo dobrze wychowany, choćby świetnie prowadził rozmowę i błyszczał inteligencją, otoczenie szybko wyczuje, że brak mu serdeczności, której pragniemy bardziej niż głębokich uwag i błyskotliwych żar tów. Dalej obcość wyraża się lekceważeniem cudzych cierpień. Obcość ta możliwa jest nawet w miłości, a cóż dopiero w stosunkach o normalnej temperaturze. Jeszcze silniej przeżywamy uczucie obcości, gdy zwierzymy się z obaw, a zamiast pociechy otrzymujemy ironię lub zniecierpliwione prychnięcie". Charakterystyczne, że przy biorytmicznej obcości każdy z partnerów wyjątkowo ostro dostrzega wszelkie uchybienia i braki drugiego, a jednocześnie jakoś nie widzi tych samych wad u siebie lub u osoby, z którą jest blisko bio-spowinowacony. Zupełnie tak, jak to ujmuje Biblia: widzi się źdźbło w oku bliźniego, nie dostrzegając belki we
własnym. Czy jednak byłoby dobrze, gdyby dwoje ludzi miało stuprocentowe biopowinowactwo i to we wszystkich trzech biorytmach? Raczej nie, gdyż w takim związku partnerzy razem wchodziliby w okres kryzysowy i ich ewentualne błędy mogłyby się przez to potęgować. O wiele gorsza — teoretycznie — byłaby wszakże sytuacja dwóch osób o biopowinowactwie zerowym. Nie dość, że obie równocześnie znajdowałyby się w okresach kryzysowych (krytyczny dzień jednej spotykałby się z dniem zerowym drugiej i odwrotnie) to jeszcze stopień wzajemnej empatii byłby w takim układzie znikomy. Oceniając stopień biopowinowactwa bierzemy pod uwagę właściwości wszystkich trzech biorytmów. Jeśli dwa rytmy podstawowe F i P przebiegają w przybliżeniu zgodnie u dwojga partnerów — falowanie ich sił fizycznych i psychicznych będzie prawie jednakowe. Takie biopowi-nowactwo sprzyja przede wszystkim dobrej atmosfefte i wydajności pracy w różnych zespołach roboczych (np. obsługujących taśmę montażową), w grupach wycieczkowych, drużynach sportowych, w małżeństwie, wśród personelu przedsiębiorstw handlowych i innych, jednym słowem wszędzie tam, gdzie ludzie współdziałając ze sobą, są zarazem mocno od siebie uzależnieni. Dotyczy to m.in. także załóg statków kosmicznych; warto wiedzieć, że unika się przy tym stuprocentowego biopowinowactwa. Chodzi o to, żeby kosmonauci nie przeżywali równocześnie dni kryzysowych. Wysokie biopowinowactwo intelektualne jest niezwykle korzystne dla zespołów twórczych, badawczych, naukowych, grup podejmujących wspólnie ważne decyzje, a także w procesie nauczania i zespołowego uczenia się — i to na wszystkich jego poziomach. W sytuacji gdy dużemu biopowinowactwu intelektualnemu towarzyszy jeszcze i pozytywny układ biorytmów psychicznych wszystkich, członków grupy — dobry humor, intuicja, subtelność, takt (atrybuty wyżu psychicznego) potęgują harmonię intelektualną. Nie należy jednak sądzić, że bliskie biopowinowactwo intelektualne oznacza równy poziom inteligencji czy zasób wiedzy partnerów. Wcale nie. Niekoniecznie też wzajemne obcowanie musi wpływać na wyrównywanie się ich poziomu umysłowego. Biopowinowactwo intelektualne po prostu wzmaga harmonię myślenia, odczuwania i postępowania, która z kolei intensyfikuje intelektualną aktywność partnerów. Pogódźmy się więc z myślą, że towarzystwo geniusza — przypadkiem blisko biospowinowaconego — automatycznie nie uczyni z nas geniuszy; byłoby to zbyt piękne i zbyt proste!


BIOPOWINOWACTWO A „BURZA MÓZGÓW"


„Burzo mózgów" polega — jak pisze prof. A. Ehrlich — „na wysuwaniu pomysłów w atmosferze całkowitej swobody, w niewielkim gronie. (...) Dobiera się grupę czterech, pięciu lub sześciu osób przy czym optymalnie dwie spośród nich sq laikami (...) pozostałe zaś fachowcami. (...) Jest niezbędne, aby wszyscy byli mniej więcej na jednakowym szczeblu służbowym. Tak dobranej grupie przedstawia się zagadnienie w sposób konkretny, zwięzły i zrozumiały, po czym zaprasza się ją do swobodnego rzucania pomysłów. (...) Powodzenie jest uzależnione od spełnienia podstawowego warunku, mianowicie — absolutnego zakazu jakiejkolwiek krytyki wysuwanych pomysłów przez pozostałych uczestników dyskusji. Każdy pomysł jest dobry; w praktyce wskazane jest wysuwanie pomysłów możliwie fantastycznych, nawet jeśli są całkiem nierealne. Pomysł nierealny może bowiem pobudzić innego członka grupy do wysunięcia pomysłu bardziej realnego, rozwiązującego dane zagadnienie. Dyskusja trwa około 20 minut. Zazwyczaj otrzymuje się w jej wyniku od 50 do 150 pomysłów, z których około 90 procent jest zupełnie nieprzydatnych. Z pozostałych 10 procent część jest realna, ale znana, część stanowić może rozwiązanie rewelacyjne".
Dowiedziono, że „burza mózgów", ułatwiająca przełamanie utartych, narzuconych przez szkołę, uczelnię i praktykę zawodową sposobów myślenia, daje najlepsze rezultaty, kiedy jej uczestnicy znajdują się w wyżach wszystkich trzech biocykli, a przynajmniej w wyżach intelektualnych i psychicznych. Cechuje ich wtedy niezwykła aktywność twórcza i wyostrzona intuicja, która pozwala podchwytywać i rozwijać pomysły z pozoru nierealne.


BIORYTMY I BIDPOWINOWACTWO W ZESPOŁACH PRACOWNICZYCH


„Sytuacje, które określa się czasami w słowach: Ťobaj zdolni, a jednak nie zgadzają się ze sobą i kopią pod sobą dołkiť mogą mieć źródło w stałym niedopasowaniu bioryt-mów" — pisze J. G. Fal w artykule „Czy biorytm prawdę mówi". Autor powołuje się w nim na doświadczenia amerykańskie. W niektórych przedsiębiorstwach po ujawnieniu przyczyny konfliktu (najczęściej sami zainteresowani nie uświadamiają jej sobie) „skłócone ze sobą osoby przydziela się do innych zespołów, gdzie pracują one ku zadowoleniu swemu i kolegów". Tak rozwiązywać wewnętrzne konflikty i inne trudności mógłby jednak tylko zakład prowadzący kartotekę biodiag-ramów wszystkich swoich pracowników. Wtedy istotnie prace wymagające większej precyzji można powierzać tym ludziom, którzy akurat znajdują się w wyżu wszystkich swoich biocykli, a ponadto są blisko między sobą biospo-winowaceni. Powstaje pytanie, co robić z innymi, którzy w danym dniu nie mają Korzystnego układu biorytmów, a pracować przecież muszą. Menadżerowie przedsiębiorstw dysponujących kartotekami biodiagramów znaleźli i na to radę. Ludziom, u których tylko jeden lub dwa biorytmy są na plusie, a zarazem takim, którzy nie weszli w żaden dzień kryzysowy, powierza się prace średnio złożone. „Niżowców" i „kryzysowców" zatrudnia się natomiast przy nieskomplikowanych pracach przygotowawczych, ostrzegając taktownie przed ewentualnymi niepowodzeniami. Na marginesie chcę dodać, że w niektórych zagranicznych przedsiębiorstwach na różne sposoby wykorzystuje się wiedzę o biorytmach i biopowinowactwie. Na przykład jeśli grupa ludzi pracujących przy taśmie montażowej (dobrana na zasadzie sporego biopowinowactwa) wchodzi w biorytmiczne wyże — nadzorujący ją człowiek przyspiesza bieg taśmy, bez wiedzy zainteresowanych, i odwrotnie. „Niżowcom" narzuca się wolniejsze tempo pracy. Zysk z tego wieloraki: wyższa wydajność więc i lepsze wyniki ekonomiczne, niższy procent wypadków, lepsze zarobki i mniejsza fluktuacja załogi. W hanowerskim przedsiębiorstwie oczyszczania miasta już w latach pięćdziesiątych tworzono zespoły robocze na podstawie biopowinowactwa, osiągając dzięki temu — poza szybszym wywozem odpadków z miasta, spadkiem liczby wypadków przy pracy i wzrostem zarobków załogi — lepsze wykorzystanie taboru samochodowego.
W Stanach Zjednoczonych — pisze cytowany już J. G. Fal — „zaczęto posługiwać się biodiagramami w fabrykach i zakładach pracy. Oczywiście korzysta się z nich tam, gdzie zdarzają się czy też mogłyby się zdarzyć wypadki, gdzie wykonuje się prace niebezpieczne. Karty biorytmiczne przygotowuje się również dla osób na kierowniczych stanowiskach, a więc pracowników narażonych na duże napięcia i stresy, zwłaszcza kiedy zauważono u nich pewien spadek formy. Przedmiotem obserwacji biorytmicznych są też piloci, kierowcy ciężarówek i autobusów. (...) Zazwyczaj materiały z tym związane doręcza się osobom z nadzoru. Wyjaśnienia na ten temat muszą być dokładne i mogą mieć np. brzmienie następujące: ŤSpawacz X w dniach od 23—25 IX. Sprawność umysłowa niska, wysoka sprawność fizyczna, pod względem psychicznym okres krytyczny. Pracownik nadzoru powinien bacznie obserwować mężczyznę, ponieważ wymienione czynniki mogą doprowadzić do wypadku. Niska sprawność umysłowa oznacza, że spawacz reaguje wolniej niż normalnie, jego proces myślowy przebiega powoli. Wysoka sprawność fizyczna przejawia się w łatwości wykonywania ręcznych prac fizycznych. Jednakowoż znajdując się w nieco gorszym stanie umysłowym i krytycznym stanie psychicznym, łatwo może nadużyć swojej siły i stać się nieumyślnym sprawcą wypadkuť. (...)  Biodiagramy mogą być także dużą pomocą dia dyrektorów i ludzi na wyższych stanowiskach. Dzięki oszczędzaniu się w dniach krytycznych i wydajnej pracy w okresie pomyślnym ludzie ci w dużo mniejszym stopniu narażeni byliby na zawały serca czy wrzody przewodu pokarmowego. Choroby te często bowiem mają bezpośredni związek z napięciem istniejącym w pracy zawodowej". Teorię biorytmów potwierdzają badania prowadzone w Związku Radzieckim. Pisze o tym M. W. Popów ("Wpływ biorytmów na wypadkowość w produkcji"), omawiając m. in. sytuację w radzieckim przemyśle węglowym. Wpływ biorytmów na częstotliwość wypadków wśród maszynistów urządzeń kopalnianych i pracowników inżynieryjno-technicznych, górników przodowych i innych zdaje się — zdaniem autora ~ nie ulegać wątpliwości. Najczęstsze wypadki notuje się w transporcie kopalnianym, na drugim miejscu stoją wypadki wywołane przez zawał i spadające przedmioty. Większość tych niefortunnych wydarzeń przypada na dni kryzysowe biorytmu fizycznego i psychicznego ofiar wypadków — pisze Popów. W radzieckich kopalniach komputery obliczają dni kryzysowe pracowników, a nadzór techniczny przekazuje im
ostrzeżenia. W Polsce przeprowadzono również rozległe analizy wpływu biorytmów na wypadki w górnictwie w łatach 1970—1972. Pisał o tym K. Mruk w artykule „Wypadki przy pracy w górnictwie w świetle rytmów biologicznych człowieka" na łamach OCHRONY PRACY nr 5/1976. Pragnę tu zacytować jego trafne spostrzeżenia i wnioski, pod którymi już po wielokroć podpisywałem się obu rękami: „Dokonana analiza wypadków przy pracy w górnictwie węglowym w świetle biorytmiki organizmu wskazuje na istotny związek pomiędzy teoretyczną wydolnością organizmu człowieka w biologicznym rytmie fizycznym, emocjonalnym i intelektualnym i częstością notowanych wypadków w pracy (...). Najwięcej wypadków przy pracy stwierdzono w dniach krytycznych rytmu, gdy co najmniej jeden z trzech rytmów biologicznych zmieniał znak fazy. Badanie przeprowadzone na podstawie testu chi-kwadrat pozwala z prawdopodobieństwem p większe od 0,99 twierdzić, że zależność wypadków przy pracy od psychomotorycznej sprawności organizmu człowieka nie jest przypadkowa. Znaczy to, że istnieje związek między częstością pomyłek i popełnionych błędów a wydolnością organizmu w rytmie biologicznym. (...) Uwzględniając otrzymane wy niki badań, proponuje się służbie bhp w zakładach pracy opracowanie indywidualnych kart sprawności biologicznej na podstawie teorii biorytmów dla pracowników zatrudnionych na stanowiskach i w miejscach pracy o szczególnym zagrożeniu. Karta biorytmiczna w sposób istotny informuje o możliwościach fizycznych, emocjonalnych i intelektualnych organizmu pracownika na dany dzień i okres w roku (...). Oczywiście właściciel karty biorytmicznej musiałby być odpowiednio pouczony co do istoty samego zagadnienia. W skład zakładowych zespołów powypadkowych (ZP), które ustalają okoliczności i przyczyny wypadków, wchodzą m.in. technicy. Wydaje się, że w tym zakresie istnieje pilna potrzeba szerokiej współpracy techników i organizatorów produkcji m.in. z fizjologami, lekarzami, socjologami i psychologami, gdyż tylko rzeczowa współpraca specjalistów wielu dziedzin może przynieść istotny postęp i właściwe podejście do okoliczności i przyczyn wypadków oraz rokować nowe rozwiązania w działalności profilaktycznej w dziedzinie bezpieczeństwa pracy". Spostrzeżenia całkowicie słuszne, szkoda tylko, że o ile mi wiadomo, poprzestano na badaniach i wnioskach.


BIODIAGRAM PRAWDĘ Cl POWIE... O WSPÓŁPARTNERZE


Mówi się — i wiele w tym prawdy — że najczęściej rozwodzą się ci, którzy pobrali się z wielkiej miłości; wywołuje to zwykle zdumienie znajomych i konsternację rodziny: „tak się kochali i już się nienawidzą? Dlaczego?" Pewnie dlatego, że owa „wielka miłość" była po prostu tylko erotyczną fascynacją, której nie towarzyszyła prawdziwa sympatia. Rzecz w tym, że miłość i sympatia to wcale nie to samo. „Miłość oparta na samej seksualnej atrakcyjności stygnie jak woda zagotowana na patelni" — powiedział ktoś mądry. Tak to właśnie jest. Po pierwszych pełnych szczęścia miesiącach zainteresowanie seksualne datuje jak powietrze z przekłutego balonika. Dale, z dwojgiem młodych, do niedawna "namiętnie zakochanych" dzi dzieje się to, o czym pisze dr Michalina Wisłocka w „Sztuce kochania": „Z chwilą słabnięcia przyciągania seksualnego zaczyna rosnąć siła odpychająca Pojawia się niespodziewanie tam, gdzie pęd do zbliżenia słabnie i działa tym silniej, im bardziej byli sobie kochankowie bliscy.
Może ona przybrać formę wyraźnej wrogości, a przede wszystkim obrzydzenia seksualnego".
Autorka radzi dwojgu kochankom by się po prostu rzadziej widywali. No zgoda, ale co robić, gdy kochankowie są już małżonkami? Gdy ich współżycie mąci narastająca wrogość? Dr Wisłocka pisze: „Stałe pulsowanie życia stwarza przypływy i odpływy (...)  Tylko... czym wypełnić czas tej wymuszonej głodówki? Wziąć prowizoryczny rozwód? Trudno go przeprowadzić w dzisiejszej sytuacji mieszkaniowej. Istnieje zresztą poważne ryzyko związane z takim przedsięwzięciem. Wiadomo, że „co z oczu, to z myśli", a w takich warunkach powracający apetyt seksualny może się zwrócić w niepożądanym kierunku...
Przytaczam opinie dr Michaliny Wisłockiej bynajmniej nie po to, by z nimi polemizować, lecz przeciwnie, by wykazać, że w swoich rozważaniach na temat intymnej sfery życia ludzkiego Autorka uwzględnia i docenia czynnik seksualnego powinowactwa. Pisze mianowicie: „Chciałabym jeszcze zastanowić się nad jedną sprawą: Nikt nie może odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w pewnych układach partnerskich idzie wszystko niezwykle harmonijnie, a w innych nie, pomimo że partnerzy są zdolni do prawidłowego przeżywania stosunku wraz z orgazmem, jak również, dlaczego w przypadku braku zainteresowań seksualnych u danego mężczyzny czy oziębłości u kobiety, w zetknięciu z innym partnerem pojawia się fala gwałtownej pobudliwości seksualnej. Istnieje widocznie jakiś nie znany dodatkowy czynnik. Można by go nazwać powinowactwem seksualnym. (...) Czynnik ten działa na odległość, budząc zainteresowanie odpowiednika metodą Ťkrótkofalówkiť jak to nazwała jedna z moich pacjentek".
Przy bliższej analizie problemu okazuje się, że związek między biopowinowactwem, a tym, co dr Wisłocka nazywa powinowactwem seksualnym nie jest wcale odległy. Bliskie biopowinowactwo partnerów zwłaszcza w rytmie psychicznym jest najprawdopodobniej właśnie owym poszukiwanym przez Autorkę „dodatkowym czynnikiem". Z tego wniosek, że w idealnym „modelowym" małżeństwie podstawowe biorytmy F i P powinny przebiegać synchronicznie u dwojga partnerów, z tej prostej przyczyny, że to one sterują niejako pożyciem seksualnym. Stwierdzono mianowicie, że u normalnych zdrowych mężczyzn popęd seksualny jest silniejszy w wyżowym okresie biorytmu P, słabnie natomiast w jego dniach minusowych. Jest też faktem naukowo dowiedzionym, że w wyżu biorytmu P kobieta przejawia większą gotowość erotyczną. Nic więc dziwnego, że życie intymne partnerów, odznaczających się dużym biopowinowactwem, przebiega bardziej harmonijnie niż u par o przeciwstawnych biorytmach. Zauważył to już kiedyś Boy: „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". A Boy był przecież
m.in. także i lekarzem. O wszystkim tym trzeba by jednak wiedzieć przed zawarciem związku małżeńskiego. Powstaje pytanie, co mają robić te małżeństwa, które dopiero po latach odkryły, że łączy je znikome biopowinowactwo?
Nikt na świecie nie wymyślił jeszcze uniwersalnego i skutecznego środka na powodzenie małżeńskie. Nie staram się, broń Boże, wmówić Czytelnikowi, że ja taki środek odkryłem. Jednak, gdy inne sposoby zawodzą, czemu by nie wypróbować takiego, który — jeśli nawet nie pomoże — w żadnym wypadku szkody nie przyniesie. Radzę mianowicie oziębłym lub „ziębnącym" małżonkom aby porównali swoje biorytmy i z porównania tego wyciągnęli właściwe wnioski. Powtarzam, że nigdy bym się nie odważył zachęcać kogokolwiek do wtłaczania współżycia małżeńskiego w jakikolwiek, nawet „biorytmiczny", schemat. Ta sfera życia ludzkiego, jak może żadna inna, nie znosi rutyny, więc zamiast porad podam kilka pozornie nie związanych z tematem faktów. W literaturze przedmiotu można spotkać pogląd, że stan biorytmów obojga małżonków w czasie aktu prokreacji nie pozostaje bez wpływu na cechy przyszłego dziecka. Niektórzy autorzy uważają nawet, że w tym tkwi klucz do wielu rodzinnych zagadek, takich jak: dlaczego bardzo inteligentni, czasem nawet utalentowani rodzice wydają na świat całkiem przeciętne potomstwo? Są tacy, którzy utrzymują, popierając to wynikami swych badań, że najzdrowsze fizycznie i umysłowo dzieci zostały poczęte w chwili gdy zarówno ojciec jak i matka znajdowali się w szczycie wszystkich możliwych biorytmów.
Poświęciłem tyle uwagi problemom udanego współżycia fizycznego małżonków, ponieważ reprezentuję pogląd, być może kontrowersyjny, że powinowactwo psychiczne i fizyczne w większym stopniu decyduje o szczęśliwym związku dwojga ludzi niż wspólne „falowanie ich energii intelektualnej". Zgadzam się tutaj z K. C. Huthinem, który w książce „Żona też człowiek" pisze: „Małżeństwo całkowicie udane pod względem seksualnym może przetrwać bardzo długo mimo wielu rozbieżności w innych dziedzinach, gdyż jakie by one nie były, ani mąż, ani żona, nie chcą rezygnować z rzadkiego daru całkowitej harmonii płciowej. Faktem jest, że wiele bardzo szczęśliwych małżeństw, które są dobrze zgrane płciowo, całkowicie nie zgadza się pod względem intelektualnym. Małżeństwa mogą mieć kompletnie odmienne zainteresowania i zasady, ale jeśli małżonkowie są zupełnie szczęśliwi na płaszczyźnie seksualnej, to małżeństwo ich można uznać za udane". Na marginesie tych rozważań o związkach dwojga ludzi w świetle biorytmiki chcę dodać, że w rodzinie liczy się, oczywiście, nie tylko biopowinowactwo między małżonkami. Wprawdzie sama przyroda zadbała o to, żeby biopowinowactwo między matką i dzieckiem wynosiło w którymś z biorytmów około 100 procent, bo naturalny poród następuje przeważnie w okresie zerowym jednego z biorytmów matki, ale ludzie czasami przeszkadzają naturze. Na podstawie wieloletnich obserwacji wiem na przykład, że tam, gdzie z jakichś powodów przyspieszono poród, nieświadomie zmniejszając tym samym biopowinowactwo między matką i dzieckiem, dziecko takie uchodziło za ,,trudne", a samo uważało się za „niechciane". Ten sam problem może wystąpić w przypadku adopcji. Zbadałem wiele spraw sądowych o tzw. rozwiązanie przysposobienia i wiem, że w przytłaczającej większości tych spraw między przysposabiającym a przysposabianym istniało niewielkie, mniej niż 40-procentowe biopowinowactwo.


BlOPOWINOWACTWO W PROCENTACH


Proszę spojrzeć na koniec książki i odszukać tabelę pt. „Biopowinowactwo", za pomocą której można ustalić jak" procent biopowinowactwa łączy, powiedzmy; pana X z panią Y. Tabela ta oparta jest na założeniu, że skoro pełna synchronizacja biorytmiczna wynosi 100 procent, a całkowite rozmijanie się biocykli — O procent, to różnica jednego dnia stanowi odpowiedni procent danego cyklu, wyrażony konkretną liczbą. Resztę, mam nadzieję, wyjaśni przykład.  Od dawna mieszkam w Skoczowie, niedaleko „Słonecznego Domu", który należał do piewcy górniczego trudi;, Gustawa Morcinka. Znałem go osobiście. Dom pieprza prowadziła starsza od niego siostra, Teresa, kobieta niezwykła, która całe swoje życie poświęciła bratu. W domu Morcinków zawsze panowała aura intelektualnej harmonii. Kiedyś, a było to w ostatnią rocznicę urodzin pani Teresy (15X1958), obliczyłem biorytmy obojga. Wyglądały one następująco: Gustaw Morcinek (ur. 25 VIII 1391) F 5, P 23, I 4 Teresa Morcinkówna (ur. 15 X 1833) F 1, P 10, 14 Na tej podstawie obliczyłem następnie stopień ich biopowinowactwa. Odejmując wartości mniejsze od większych otrzymałem liczby wyrażające różnice w poszczególnych cyklach: F 4, P 13r I 0.
Jeśli teraz Czytelnik zechce odczytać wyniki z tobeli ..Biopowinowactwo" przekona się, że Gustawa i Teresę Morcinków łączyło stuprocentowe biopowinowactwo intelektualne. Ich biopowinowactwo fizyczne wynosiło 65 procent, dzieliły ich jedynie rytmy psychiczne — zaledwie 7 proc. biopowinowactwa. Czytelnicy, którym zdarzyło się odwiedzić Weimar, pamiętają zapewne jak ogromnego blasku przysporzyła temu miastu przyjaźń dwóch tytanów słowa — Goethego i Schillera. Daty ich urodzin można bez trudu ustalić (Goethe: 28 VIII 1749, Schiller: 10 XI 1759) i na tej podstawie obliczyć biopowinowactwo poetów. Wynosiło ono: F — 100 proc, P — 86 proc, I — 82 proc. „Wobec takiej wymowy cyfr milkną słowa..." powiedziałby inny poeta, K. I. Gałczyński. Pozostaje mi tylko życzyć Czytelnikowi, żeby z ludźmi, z którymi musi na co dzień współżyć, łączyło go możliwie bliskie biopowinowactwo. Natomiast pechowcy, którym wypadło żyć i działać w zespołach złożonych z biorytmicznie obcych sobie indywidualności, niech spróbują zrozumieć, że te różnice między ludźmi stworzyła sama przyroda. Bądźmy zatem tolerancyjni wobec tych, którzy akurat przeżywają jałowe okresy niżów, licząc na ich wzajemność wtedy, kiedy to my sami wpadniemy w nieunikniony biorytmiczny dołek.